Art of Reading

Nie piszę za darmo

Moje dwie znajome śmiertelnie poważnie pokłóciły się o kwestię recenzowania za pieniądze. Najciekawsze jest w całej sprawie to, że obie oponentki tak zniekształciły w toku dyskusji argumenty przeciwnych stron, że nie dostrzegły tworzącej się dość oczywistej rozbieżności – dyskutowały bowiem na dwóch innych płaszczyznach, co sprawiło, iż do porozumienia nie miało szansy dojść. Smutne to.

Co do meritum – uważam, że egzemplarz recenzencki jest najniższą możliwą formą zapłaty za recenzję. W końcu za 2-10 tys. znaków bloger otrzymuje równowartość 30-40 zł. To nie jest zbyt wygórowana stawka (nawet biorąc pod uwagę dramatycznie obniżone średnie rynkowe). Nigdy nie recenzuję więc książek, które musiałem kupić. Taką zasadę przyjąłem. Nawet jeżeli chciałbym coś zrecenzować, a wydawca nie dysponuje darmowym egzemplarzem, to książkę kupię, ale recenzji nie napiszę. To chyba przejrzyste i uczciwe.

Sugerowanie, że ktoś będzie nierzetelny, bo przecież dostał książkę „za darmo” jest naprawdę niskie i niegodne. W ten sposób ktoś wycenia, dajmy na to, mój honor i moją obiektywność na 30 zł. Pogódźmy się wreszcie z tą strasznie wywrotową tezą, że za pracę należy się zapłata (choćby podła i śmiechu godna).

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.