Art of Reading

Nie chcę wiedzieć, kim ona jest…

Nie czytałem jeszcze żadnej jej książki, a zatem można przyjąć, że ten wpis odpowiada konwencji „nie znam się, więc się wypowiem”. Elena Ferrante, bo o niej mowa, rozbudza wyobraźnię wielu czytelników, a co jakiś czas pojawiają się kolejne hipotezy na temat tożsamości tajemniczej autorki. Na dobrą sprawę, nie wiemy nawet, czy jest ona autorką, czy może autorem, skąd pochodzi, jak się naprawdę nazywa i ile ma lat… Chwyt marketingowy? Niekoniecznie.

Te czasy, w których żyjemy, nie sprzyjają tajemnicom. Jeżeli czegoś nie wiemy, wpisujemy natychmiast odpowiednie słowa do wyszukiwarki i niemalże natychmiast zdobywamy wiedzę na dowolny temat. Ale istnieje przecież coś jeszcze – nieuchwytne i niewidzialne, które powinno pozostać ukryte. Uszanujmy to, choćby w imię owej rewerencji, jaką powinniśmy odczuwać w obliczu Zagadki. Jeżeli ktoś chce pozostać anonimowy, pozwólmy mu na to, nie wynajmujmy detektywów, by ci podali nam na tacy czyjąś skrywaną prywatność. Nie każdy pragnie być celebrytą.

Jeżeli ten ktoś jest pisarzem, to spróbujmy opanować rzadką sztukę oddzielenia dzieła od twórcy. Przekaz nie musi być środkiem przekazu, rozumienia fabuły nie powinno się uzależniać od tego, jak dany pisarz prezentuje się na zdjęciu, ile ma lat i na kogo głosował w ostatnich wyborach. Naprawdę nie musimy sprawdzać szczegółów. Tym bardziej, że najciekawsze, co mają twórcy do powiedzenia, zazwyczaj umieszczają w książkach. Tak, to autoironia…

PS. Za oknem mojej biblioteki rośnie drzewo. Wiem o nim tylko tyle, że jest dębem, że geometrycznie wpasowuje się w ramy okien. Że jego liście skręcają się i żółkną. Wiem to wszystko i je oglądam. Miły widok.

 

 

Dodaj komentarz