Art of Reading

Nazywając nasze miejsca, czyli Sweetland

sweetland_500_rgb

stars9

Tytuł: Sweetland

Autor: Michael Crummey

Wydawnictwo: Wiatr Od Morza

Data wydania: 2015

Liczba stron: 374


Cóż można zrobić, gdy umiera świat, któremu nadano twoje imię? Czy dom nosimy w sobie podczas wędrówki przez życie, a może jest on ściśle umiejscowiony w przestrzeni i czasie? I czym jest ten mityczny dom – miejscem, gdzie zaznaliśmy szczęścia, a może wręcz przeciwnie – areną naszych klęsk – takich, które nadają nam tożsamość?

W powieści Michaela Crummeya przenosimy się do maleńskiej osady Chance Cove na wyspie Sweetland w Nowej Fundlandii. Zamieszkuje ją kilkadziesiąt osób, które jeszcze nie zdążyły przenieść się w bardziej gościnne miejsce. Zakaz połowu dorszów wywołał totalną zapaść rybołówstwa, więc mieszkańcy Chance Cove ledwie wiążą koniec z końcem. I wtedy pojawia się szansa na opuszczenie podupadłej mieściny – rząd kanadyjski proponuje każdemu bardzo wysokie odszkodowanie w zamian za przeniesienie się gdzieś na stały ląd. Jest tylko jeden warunek – jednomyślna zgoda wszystkich mieszkańców. Plany sąsiadów krzyżuje emerytowany latarnik – Moses Sweetland, który nie chce opuścić swojej rodzinnej wyspy.

Już samo zarysowanie konfliktów międzyludzkich – tej ogólnej zgody na odejście, któremu staje na drodze jeden outsider, mogłoby stanowić świetny materiał na powieść. Właściwie całą fabułę powieści można by opisać utartym powiedzeniem, że „nie przesadza się starych drzew”. Ale Michael Crummey idzie znacznie dalej. Kanadyjski pisarz proponuje nam opowieść o umieraniu dawnego świata. Mieliśmy być globalną wioską, a stajemy się powoli globalną metropolią. Miasto wrasta w nas jak nowotwór, odchodzą w przeszłość niewielkie, odosobnione społeczności. Ale przecież wciąż w nas gdzieś mieszkają te małe ojczyzny, których jesteśmy obywatelami – nawet jeżeli tylko w przeszłości, w starych dokumentach i na starych zdjęciach.

Pisarz jest zdecydowanie po stronie Mosesa Sweetlanda, zresztą nieprzypadkowo jego nazwisko jest także nazwą wyspy. Stary latarnik staje się uosobieniem tego skrawka lądu, nosicielem jego pamięci. Czyż nie tak to działa, że nawet w nawiedzonych domach wspomnienia oblekają się w ludzkie kształty? Pamięć nie jest sterylna, nie składa się tylko i wyłącznie z kolorowych migawek. Ktoś musi stać na jej straży. Narzuca mi się dość wyświechtany cytat z naszego wieszcza – O myśli, w twojej głębi jest hydra pamiątek/ Co śpi wpośród złych losów i namiętnej burzy… 

Sweetland to moje pierwsze spotkanie z prozą Michaela Crummeya. Z pewnością wrócę do poprzednich powieści.

Print Friendly, PDF & Email

One Response

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.