Art of Reading

Minuta ciszy – strata, czyli dorastanie

minuta

stars8

Tytuł oryginału: Schweigeminute

Tłumaczenie: Maria Skalska

Gatunek: beletrystyka

Wydawnictwo: Dobra Literatura:

Data wydania: 2016

Liczba stron: 136


Minuta ciszy… To subtelna i kameralna opowieść, która współbrzmiąc z tytułem, nie jest zbyt długa (wprawdzie czyta się ją nieco dłużej, niż minutę, lecz z pewnością nie należy do kategorii tl;dr). Na niewielu więcej niż 100 stronach złożonych dużą czcionką poznajemy historię dorastającego Christiana – mieszkańca niemieckiej wioski nadmorskiej w latach 70. XX wieku. Przechodzi właśnie ten jakże trudny etap w życiu – gdy dorastając, tracimy zarazem złudzenia. Christian uczy się straty w sposób wyjątkowo bolesny, gdyż umiera jego nauczycielka życia. Nauczycielka życia, która jest również starszą o kilkanaście lat nauczycielką angielskiego.

Minuta ciszy jest jedną z ostatnich powieści Siegfrieda Lenza, jednego z najbardziej poważanych niemieckich pisarzy.  Napisał ją po przekroczeniu progu 80 lat życia, zatem możemy spodziewać się lektury refleksyjnej, poświęconej przemijaniu rzeczy ziemskich. I trochę tak właśnie jest – bo nasza pierwsza śmierć ma miejsce wtedy, gdy żegnamy dzieciństwo, a jedna z kolejnych – kiedy tracimy kogoś bardzo bliskiego. W tym sensie Christian umiera dwa razy. Ta minuta ciszy jest również dla niego.

Miłość młodego rybaka kamieni (przy okazji, cóż za piękna idea!) jest nieskażona dorosłym cynizmem i pełna oczekiwań. Chłopak snuje plany wspólnej przyszłości. Stella, jako przedstawicielka głosu rozsądku, nie angażuje się chyba aż tak mocno. Być może dopiero poprzez śmierć oddaje swoje serce Christianowi. Ale nie jest to pewne – może jest nie tyle nauczycielką, co lekcją w życiu, która zatrze się potem we wspomnienie i zżółknie jak stara fotografia. Od samego początku miłość dwójki bohaterów wymyka się konwenansom, jest irracjonalna i skazana na smutny koniec. Siegfried Lenz odkrywa wszystkie karty już na samym początku.

Tak, poprowadzenie akcji… Opowieść jest eteryczna, unosi się w powietrzu, by z lotu ptaka ukazać piękno rybackiej wioski, ale i melancholię pustej plaży na ptasiej wyspie. Czuć nostalgię za minionym, chociaż w pewien sposób czas akcji jest zawieszony w bezczasie. Język prosty, ale taki pełen subtelności i wewnętrznego piękna – o ile wiecie, co mam na myśli. Ale jednocześnie ta bezczasowość, ten nieuchronny dystans – wszystko to sprawia, że podczas lektury obchodzimy trochę tę książkę bokiem. Chociaż nie znajdę w niej raczej żadnych poważniejszych uchybień.

 

One Response

Dodaj komentarz