Art of Reading

Matras a sprawa polska

Znów upada Matras, kłopoty ma Empik, Merlin podnosi się powoli po zmianie właściciela – a tu, panie, czytelnictwo spada, nikt już książek nie kupuje, a będzie jeszcze gorzej, kiedy wielkie sieciowe księgarnie się zwiną. Chwilami artykuły o rynku wydawniczym przekraczają i tak dość daleko wytyczone granice śmieszności. Nie wyobrażam sobie, żeby jakiś wydawca płakał po Matrasie, także autorzy raczej nie otrąbią stanu żałoby. Nie wspomnę tu nawet o małych księgarniach, dla których agresywna polityka cenowa sieci okazywała się przysłowiowym gwoździem do trumny.

Problemy takich marek, jak Matras czy Empik, nie mają właściwie nic wspólnego z kryzysem czytelnictwa, czy nawet z książkami jako takimi. To tylko i wyłącznie problemy o podłożu finansowym. A poza wszystkim, istnieje wszakże życie poza Matrasem, Merlinem i Empikiem, n’est pas? Rynek nie znosi próżni, na puste miejsca czekają już dziesiątki podobnych inicjatyw. A może nawet Amazon w końcu wejdzie do Polski? Gdy nie wiadomo do końca, o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o pieniądze. Może jakieś państwowe dotacje, może unijne fundusze?

Upadek żadnej sieci księgarń nie spowoduje nagłego załamania czytelnictwa, tak samo jak nie sprawi, że ta martwa strefa nagle odżyje. Prawdę mówiąc, znacznie bardziej obawiam się ręcznego sterowania gospodarką, wprowadzenia jakichś nieprzemyślanych ustaw, aniżeli rynkowej równowagi. Nie dajmy się zwariować.

Dodaj komentarz