Art of Reading

Literacki Debiut Roku, czyli… dylemat vanity publishing

464421397 To z pozoru wygląda na mocno podejrzany alians – Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wspiera (i to już po raz czwarty) prywatną inicjatywę jednego z wydawnictw. Co gorsza, owo wydawnictwo nie jest oficyną tradycyjną, ale tworem nowych czasów specjalizującym się w tzw. vanity publishing. A to już samo zło przecież – najgorsi grafomani z dużym zasobem gotówki zostają w ten sposób namaszczeni na pisarzy. Na dodatek książki z Novae Res pod względem edytorskim wyglądają wyjątkowo profesjonalnie – zapewne po to tylko, by zmylić nieszczęsnych czytelników, którzy w księgarni zupełnie nieświadomie nabędą drogą kupna produkt książkopodobny. Dodajmy jeszcze wielką aferę związaną z pierwszą edycją konkursu i mamy temat na czołówki największych gazet (oczywiście zakładając, że w gazetach kogokolwiek jeszcze obchodzi literatura).

Doczekaliśmy już IV edycji konkursu Literacki Debiut Roku organizowanego przez Wydawnictwo Novae Res pod honorowym patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Konkurs został  zainicjowany, aby promować polskich debiutantów w zakresie literatury pięknej. Początek był jednak dość hmmm… apokaliptyczny. Pierwszą edycję wygrała Luiza Dobrzyńska i wtedy właśnie okazało się, że zwyciężczyni nie wierzyła za bardzo w możliwość sukcesu, bo wcześniej podpisała umowę z innym wydawnictwem. Wprawdzie zakończyło się wszystko ugodą, ale Novae Res wykazał się brakiem empatii żądając od laureatki pierwszej nagrody wysokiego odszkodowania. Potem było już lepiej. W 2013 roku najlepszym debiutem okazały się Przebudzenia doktora Sørena Magdaleny Kempnej, a rok później Strefa Pawłowa SławoCentrumira Michała. Za każdym razem zwycięzcy pozostawiali w pokonanym polu około 300 innych kandydatów na pisarzy.

Spójrzmy jednak na inne kwestie. Dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, ale blogerom tego nikt (jeszcze) nie zabrania. Czy honorowy patronat resortu kultury oznacza, że Wydawnictwo Novae Res jest w jakikolwiek sposób dofinansowywane z kieszeni podatników? Zastanawiając się nad tą możliwością, sprawdziłem informacje  u źródeł. Centrum Informacyjne MKiDN twierdzi, że nie doszło do żadnych przekazów pieniężnych, a udzielenie przedsięwzięciu honorowego patronatu nie jest równoznaczne z udzieleniem wsparcia finansowego. Nie jest to jednak również jednoznaczne z nieudzieleniem takowego…

Trzeba przyznać, że nagrodzone rok i dwa lata temu książki zbierają dość pochlebne recenzje. Przeprowadziłem test redaktorski obu pozycji, czyli przeczytałem pierwsze strony obu i… rokują dobrze. Równie dobra jest oprawa graficzna, starannie przygotowane okładki i ogólny wygląd. Więcej będę mógł powiedzieć po lekturze całości, być może nawet pojawią się recenzje, ale na razie obie książki wyglądają na dopieszczone produkty. Tylko czy aby nie jest to element rzeczywistości pozornej? Bo wydanie prozy w vanity press jednak trochę stygmatyzuje…

No właśnie, czy autorzy, którzy decydują się na publikację w wydawnictwie tego typu, przyjmijmy, że chodzi właśnie o powieści nagrodzone, mają silny argument przetargowy w rękach i szansę na prawdziwą pisarską karierę? Nawet taką przez małe „k”? Ubiegłoroczny zwycięzca nie miał chyba jeszcze czasu, by zaistnieć. Magdalena Kempna przyznaje natomiast, że obowiązki macierzyńskie i praca akademicka trochę odciągnęły ją od pisarstwa, ale nie zamierza składać broni. Pisarka kończy właśnie ciąg dalszy Przebudzeń doktora Sørena i nie wyklucza, że kontynuacja ukaże się właśnie w Novae Res, które ze względu na debiut jest niejako jej „rodzimym wydawnictwem”. – Z pewnością inicjatywa Wydawnictwa Novae Res jest cenna – choćby z tego względu, że umożliwia debiut w sytuacji, gdy bardzo niewiele wydawnictw decyduje się na ryzyko publikowania książek autorów jeszcze nieznanych czytelnikowi – mówi Magdalena Kempna.

Jaka jest jednak cena? Przyznam, że lektura regulaminu konkursowego trochę mnie zaniepokoiła. Czytamy tam np.: „Umowa wydawnicza, która zawarta zostanie z autorem zwycięskiego utworu, przewidywać będzie tantiemowe wynagrodzenie autorskie w wysokości 10% ceny netto sprzedaży każdego egzemplarza dzieła. O wszelkich pozostałych warunkach opublikowania utworu (w tym m. in. nakładzie, szacie graficznej) decyduje Organizator konkursu, wedle swojego uznania i doświadczenia”. 10% od ceny okładkowej to bardzo niewiele, ale groźniej brzmi drugie zacytowane zdanie. Można z niego wywnioskować, że wydawca rości sobie prawa do wieloletniej wyłączności na dany utwór, no bo jeżeli decyduje o wszelkich warunkach, to czemu nie? Dość przykre, ale regułą jest, że debiutant w dowolnym innym wydawnictwie niekoniecznie może liczyć na więcej…

Nie ma przeszkód, by na koniec się trochę pozastanawiać, czy głośna na rynku literackim nagroda i dobry poziom wyróżnionych prac nie stanowią alibi dla wydawcy, który dzięki temu może pozwolić sobie na hurtowe (i odpłatne) wydawanie grafomanii? Ale przecież i szanowane na rynku oficyny działają podobnie, czyli drukują ambitną i nierentowną prozę, zarabiając za to na (często straszliwie słabych) bestsellerach. Można więc robić coś dobrego, nawet jeżeli zarabiamy w nieco mniej chwalebny sposób…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz