Art of Reading

Kredyt na żula, czyli obsesja kompresorowa

kredytnazula

stars6

Tytuł: Kredyt na żula

Wydawca: Oficynka

Data wydania: 2014

Liczba stron: 452


Ambiwalencjo, moja kochana i znienawidzona! Byłaś mi towarzyszką w trakcie lektury opowiadań Rafała Sochy i wielokrotnie utyskiwałem na twoją obecność, a przecież sprawiła mi ona nieco frajdy. Kredyt na żula jest seksistowski, niepoprawny politycznie i momentami nawet żenujący, ale jednak szkoda, że takie książki znikną być może z rynku, zalane przez fale literatury wyważonej i grzecznej aż do przesady.

Mamy tu bowiem do czynienia z narracją testosteronu, pełną maczyzmu i wulgaryzmów. Narrator (autorskie alter ego?) z niejednego pieca chleb jadł – pracował na budowach, uczył w budowlance, odbył po studiach półroczne przeszkolenie wojskowe. Parafrazując Jacka Kaczmarskiego: „obeznanemu w gwarze kaprali, trudno jest wyśnić sny filozofów”. Ale jest w tej narracji również szczerość.

Opowiadania zgromadzone w zbiorze powstawały przez dziesięć lat – od 1999 do 2009 roku. Widać w tych tekstach spory progres. Słychać przy tym sporo tych samych melodii, powtarzanych z uporczywym wręcz naciskiem. Jedną z nich jest motyw końcówki kompresora wkładanej w najbardziej wysunięty na południe odcinek układu pokarmowego – co oczywiście kończy się bardzo boleśnie i absolutnie tragicznie dla tegoż odcinka posiadacza. Cóż, uprzedzałem, że chwilami poziom żenady osiąga wysokie rejestry…

Ale teksty ze zbioru rozmawiają ze sobą nie tylko na poziomie dowcipu opowiadanego uczniom technikum budowlanego. Kredyt na żula to istny festiwal groteski, połączenie Szwejka z Franzem Kafką, którym Rafał Socha udowadnia świetnie wyczulonego zmysłu obserwacji. Nasz rzeczywistość ukazana w krzywym zwierciadle tych utworów jest pomimo swej maski, zaskakująco prawdziwa.

Ale znajomym kobietom raczej nie poleciłbym jednak tej lektury. Staroświeckość pewnie przeze mnie przemawia, ale to jednak nie jest proza dla płci nadobnej.

2 komentarze

Dodaj komentarz