Art of Reading

Jak działa świat, czyli Sekretna mechanika rzeczywistości

sekretnamechanika

stars10

Tytuł: Sekretna mechanika rzeczywistości

Gatunek: SF

Wydawca: własnym sumptem, Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości

Data wydania: 2015

Liczba stron: 120


Jak przekonuje wydawca na arkuszu rzymskim, jedna ze stron książki Sekretna mechanika rzeczywistości została nasączona LSD. Niestety, nie wiadomo, która. Czytając tę pozycję można jednak odnieść wrażenie, że autor miał tę wiedzę i korzystał z niej nader często w trakcie tworzenia. Bo jest trochę tak, że Krzysztof Bielecki ściga się z własną poprzeczką psychodeliczności, którą przy okazji kolejnych książek uparcie podnosi.

Zaczyna się zgodnie z regułą Hitchcocka, a potem jest jeszcze dziwniej. Narrator zostaje poproszony o zaopiekowanie się mieszkaniem znajomej pod jej nieobecność – a opieka obejmuje przede wszystkim podlewanie kwiatów. Ale cóż to za kwiaty – przedziwne, nie przypominające żadnych roślin, jakie nasz bohater kiedykolwiek widział. Nie ma ich w żadnym albumie przyrodniczym, w żadnym atlasie. Jednak uchwycone okiem aparatu fotograficznego lądują na tapecie monitora w pracy, a pewien stażysta… umie je rozpoznać. Okazuje się, że pochodzą one z księgi o nazwie Codex Seraphinianus. Stworzył ją włoski architekt Luigi Serafini. To bardzo specyficzna encyklopedia nieistniejącej rzeczywistości. Zawiera tysiące ilustracji i napisana jest w nieznanym języku. I nawiasem mówiąc – istnieje nie tylko w książce Krzysztofa Bieleckiego, ale i w prawdziwym świecie. Brzmi to wszystko dziwnie? Och, to dopiero początek…

Przyznam, że osobiście lubuję się w takich zakręceniach fabuły. W trakcie lektury książka kojarzyła mi się odrobinę z Kąpiąc lwa Jonathana Carrolla, z tym że polski pisarz lepiej wybrnął z meandrów opowieści, które nakreślił. U mieszkającego w Wiedniu Amerykanina tym razem nie zagrało, rzecz się rozmyła w dość łopatologicznej fantastyce naukowej. Krzysztof Bielecki napisał powieść nieco krótszą – około 120 stron – i może dlatego domek z kart nie runął, a zakończenie było idealne.

Nachwaliłem się, to teraz ponarzekam – przede wszystkim nie mogę zrozumieć, dlaczego pisarz z takim potencjałem wciąż ogranicza się do self publishingu, skoro takie fabuły łyknęłyby wszystkie polskie wydawnictwa z pocałowaniem ręki. Być może chodzi tu o jakąś programową niezależność, albo o artystyczny manifest pisarza. Uważam jednak, że powinien już dawno być wydawany w dużych oficynach – choćby po to, by jego historie trafiały do szerszego kręgu odbiorców. Czy czytają mnie jacyś wydawcy?

One Response

Dodaj komentarz