Art of Reading

Skowyt, czyli ile jest w nas zwierzęcia

skowyt

stars8

Tytuł: Skowyt

Gatunek: sensacja

Wydawca: Novae Res

Data wydania: 2015

Liczba stron: 280


Oto doświadczyłem niewygodnej dość sytuacji, że czytam kryminał historyczny, którego akcja ma miejsce za czasów mojego świadomego, a nawet dorosłego życia. Pamiętam magię roku 1989, a przede wszystkim ową ulotność czasu przejściowego. Bo przecież jeszcze przed chwilą był tylko marazm i beznadzieja, mordowano księży, krwawo tłumiono nielegalne demonstracje, a tu nagle mamy naszego premiera, otwierają się nowe możliwości i może „jeszcze będzie przepięknie”. Różnie można oceniać ćwierćwiecze, które później nastąpiło, zresztą nie czas na to, ani miejsce. Wróćmy do roku 1989. Dla bohaterów powieści Skowyt Marka Świerczka był to czas nie tyle magiczny, co raczej dość nerwowy. Coś się bez wątpienia dla nich, przedstawicieli Służby Bezpieczeństwa, kończyło.

Robert Karski, kapitan SB, obserwuje upadek PRL-u z pewną dozą sarkazmu. Do momentu, gdy dostaje zadanie wytropienia innego oficera bezpieki, który najpierw zniknął z pracy, a następnie zaczął mordować. Tenże esbek-morderca okazuje się cyklicznie przemieniającym się w zwierzę byłym księdzem, który rozkochał w sobie pewną subtelną dziewczynę (nawiązanie do Pięknej i bestii?). Akcja toczy się wartko, pojawiają się kolejne trupy, w tle dzieje się historia. Wraz z rozwojem fabuły poznajemy też stopniowo losy wilkołaka opowiedziane jego własnymi słowami. Z tego opisu można odnieść wrażenie pewnej nadmiarowości użytych środków, lecz wszystko pozostaje dość dobrze zbalansowane.

Równowaga zdaje się być główną siłą w świecie przedstawionym, chociaż zwykle rozumiemy to pojęcie jako współistnienie sił przeciwstawnych – Dobra i Zła, Światła i Ciemności, Boga i Diabła. W przypadku Skowytu znajdziemy bez wątpienia dychotomię między tym, co ludzkie a tym, co zwierzęce. Linie podziału nie zostały jednak wytyczone zbyt grubymi kreskami. Ile jest zwierzęcia w morderczej bestii wyruszającej na łowy, a ile w esbekach mordujących z zimną krwią księży, pozorujących nieszczęśliwe wypadki, tuszujących zbrodnie we własnych szeregach? Ile pozostaje w nas z człowieka, gdy budujemy swoje życie na filarach kłamstwa, kiedy nosimy na sobie piętno, którego nie zmyje żaden wyrok historii?

A skoro już zadajemy pytania – jak można było wydać tak dobrą w swych pierwotnych założeniach książkę bez praktycznie żadnej redakcji? Gdzie byli korektorzy czytający maszynopis, czy może księżyc zamienił ich w nieznające zasad polskiej gramatyki stworzenia? Liczba literówek jest naprawdę spora, ale najgorsze, że nikt nie wychwycił kilkudziesięciu błędów logicznych i stylistycznych. Szkoda, wielka szkoda. Mimo wszystko jednak polecam tę książkę – bo zawiera w sobie inną książkę – lepszą, gdyby tylko dać jej szansę.

 

Print Friendly, PDF & Email

One Response

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.