Art of Reading

Historia szyta na miarę

Marynarka Mirosław Tomaszewski

stars8

Tytuł: Marynarka

Autor: Mirosław Tomaszewski

Wydawnictwo: WAB

Data wydania: 23 października 2013

Liczba stron: 430


Przyznam się do pewnej raczej bagatelnej słabości – czasami lubię toczyć zażarte dyskusje w Internecie. Łatwo wciągam się w takie konwersacje, wytaczam działa argumentów, karmię trolle, rzucam grochem o ścianę – słowem – nie umiem czasami w porę przerwać rozmowy, zanim ta zmieni się w kłótnię. W każdym razie kilka tygodni temu prowadziłem taką coraz bardziej intensywną pogawędkę z pewnym Polakiem mieszkającym pod Berlinem. Rzecz dotyczyła w największym skrócie rangi edukacji historycznej. Jegomość ów przytaczał przykłady ze swojego nowego kraju, w którym ludzie nie oglądają się na przeszłość (trudno się zresztą dziwić – zobaczyliby własne demony), w którym liczy się tylko teraźniejszość, a nastawienie to widoczne jest także w systemie szkolnej edukacji. Tymczasem my – Polacy (chociaż w jego ustach brzmiało to raczej jak „wy”) rozpamiętujemy własne klęski, upajamy się swoimi triumfami z zamierzchłych czasów, nie umiejąc się oderwać od tej spuścizny. „Gdzie są Niemcy, a gdzie Polska?” – pytał z satysfakcją. Nie muszę chyba pisać, że moje zdanie na temat potrzeby pamiętania było zgoła odmienne.

Przypominam to sobie, gdyż najnowsza powieść Mirosława Tomaszewskiego, czyli Marynarka, przyznaje mi zaocznie rację w tym sporze. W książce wszystko żyje historią, kiełkuje z niej i wyrasta, odbija, zawraca i krąży. To historia dopada w prologu starszego mężczyznę, który na swoje nieszczęście przechowuje tajemniczą kopertę ZO171270.  To nauczycielka życia nie daje zasnąć pewnemu szanowanemu mieszkańcowi Gdyni, który od lat ukrywa pewien sekret. Wreszcie, to potrzeba pamięci pokieruje poczynaniami niejakiego Adama, mimo że jego dawny zespół punk-rockowy nazywał się Amnezja

Wspomniany wcześniej szanowany mieszkaniec Gdyni ma problem. Jest nim jego zięć Witek, którego zatrudnił dziesięć lat wcześniej, a który teraz wyraźnie dąży do przejęcia kontroli nad rodzinnym przedsiębiorstwem. Chorobliwie ambitny mężczyzna nie cofnie się przed niczym – nawet przed szukaniem „haków” na nielubianego teścia. Wkrótce bowiem redaktor naczelny ,,Głosu Bałtyckiego” dostanie od Witka propozycję – ma napisać książkę o wydarzeniach grudnia 1970. Akcja toczy się wielowątkowo – chwilami tonacją przypomina thriller polityczny, chwilami zwykłą powieść obyczajową. Tomaszewski umie właściwie zogniskować czytelnicze upodobania i oczekiwania. Dostajemy opowieść o sile historii, o trudnych losach jednostek złożonych na ołtarzu jedynej słusznej wizji, ale i o moralnej dwuznaczności. Pisarz nie staje po niczyjej stronie, nikogo nie potępia, ale i nie zbawia.

Kilka pomysłów fabularnych naprawdę pobudziło moją wyobraźnię – jak choćby idea muzeum czasów najnowszych, w którym zwiedzający mogą na własnej skórze (dosłownie!) odczuć trudy internowania. Podobała mi się również… ścieżka dźwiękowa książki, czyli cytowane często i gęsto utwory muzyczne z lat 70. i 80. Nie przekonało mnie natomiast zakończenie, które wybrzmiewa i blaknie bez jakiegoś mocniejszego akcentu. Ale przecież nie można mieć wszystkiego. Za to ja mogę zakończyć recenzję bon motem… Mówi się, że ci, którzy nie studiowali historii, skazani są na jej kopiowanie. Ktoś dopowiedział, że ci, którzy historię studiowali, skazani są natomiast na bezsilne przyglądanie się, jak wszyscy inni wokół ją powtarzają.

3 komentarze

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.