Art of Reading

Gore dla gore

Autorzy: Karolina Kaczkowska, Tomasz Czarny

Wydawca: Dom Horroru

Gatunek: horror gore

Data wydania: 2017

Liczba stron: 204


Przeciwnicy literatury grozy spod znaku gore bardzo często zarzucają jej, że emanuje bezmyślnym okrucieństwem, które nie służy żadnemu celowi. Niestety, większość opowiadań ze zbioru Ofiarologia sygnowanego przez Tomasza Czarnego Karolinę „Mangustę” Kaczkowską potwierdza to stwierdzenie. Moje rozczarowanie tą pozycją jest wręcz obezwładniające, bo sam jakąś zwyrodniałą częścią swej duszy lubię omawiany podgatunek. Cóż z tego, skoro Ofiarologia wytrąca mi z rąk wszelkie argumenty.

Weźmy bowiem na przykład fabułę. W kilku utworach autorzy wychodzili chyba z założenia, że kwestie fabularne nie powinny odrywać czytelnika od clou programu, czyli ukazania wymyślnych scen tortur i seksualnego wykorzystywania. Niczym w pornograficznych filmikach fabuła jest nawet nie zarysem, a raczej jakąś popkulturową kalką, zbitką kilku zdań zupełnie bez znaczenia. Dodatkowo preferowany w tychże opowiadaniach tzw. „zerowy styl” kojarzący się przede wszystkim z kinem, tu ma za zadanie jak najbardziej gładkie wchłonięcie makabry. Bez budowania nastroju i pobudzania wyobraźni, bez jakiegokolwiek zwracania uwagi na formę. Co więcej, ta makabryczna papka wcale nie służy karmieniu czytelnika strachem, ale raczej budzeniu dość chorej fascynacji.

Poza samą opowieścią utwory powinny nieść ze sobą także jakiś morał, ale znów nie tym razem. Zdecydowana większość zebranych w tomie opowiadań niczego takiego nie proponuje. Bo morałami nie można chyba nazwać przestróg typu: „nie podglądaj nigdy starszej sąsiadki” albo „nie daj się namówić szemranemu towarzystwu na występ w pornosie” (no, chyba że twoja głowa wygląda jak wielki penis, wtedy się zgódź). A przecież stylistyka gore to bardzo atrakcyjny nośnik ponadczasowych treści, co udowodnił na przykład Łukasz Radecki w swoim autorskim zbiorze (link do recenzji).

Książka nie otrzymuje jednej gwiazdki, tylko aż cztery ze względu na kilka tekstów. We wcześniejszych akapitach wspominałem o „większości opowiadań”, ale na szczęście jest także mniejszość. Składają się na nią głównie utwory autorstwa Karoliny Kaczkowskiej np. Lewa oraz Dom gry, a także dzieło Tomasza Czarnego o malowniczym tytule Chłopiec z kutasim łbem. Zaś zbiór traktowany jako całość mogę polecić jedynie miłośnikom horroru spod znaku ekskrementów, krwi i seksualnych dewiacji.

Print Friendly, PDF & Email

One Response

    • Generalnie sprawdza się moja obserwacja – inteligentny człowiek tworzy inteligentną prozę. Mało inteligentny – przeciwnie. Obserwując działalność pana Czarnego na Facebooku mam wątpliwości, czy mamy do czynienia z artystą. Szacunek za działalność wydawniczą (choć na przysłowiowym kolanie – redakcja, korekta i tłumaczenia leżą) się należy, ale nie widzę w nim człowieka, którego pisarstwo mogłoby mnie poruszyć. Już pomijam błędy ortograficzne i w odmianie w jego postach (najnowszy hit: dopełniacz od słowa „wije” to według niego „wiji”). W każdej zapowiedzi słyszę ciągle: „to będzie dobre uderzenie”, „to rozłoży was na łopatki”, „to będzie przekraczanie granic”, jak gdyby w literaturze, nawet gore, chodziło wyłącznie o pisanie coraz mocniejszej makabry bez żadnej głębi. Zwracam również uwagę na tempo pisania, które, jeżeli bierzemy pod uwagę także inne zajęcia tego pana, jest za wysokie i praktycznie zawsze w takiej sytuacji równoważne brakowi jakości. Ja podziękuję.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.