Art of Reading

Gałęziste – kiedy las jest demonem

galezistewww

stars8

Autor: Artur Urbanowicz

Gatunek: horror

Wydawnictwo: Novae Res

Data wydania: 2015

Liczba stron: 462


Ta recenzja jest czymś więcej niż tylko tekstem krytycznoliterackim. Nie, nie zamierzam wcale twierdzić, że to jakieś dzieło sztuki, błyskotliwa tyrada, wręcz utwór literacki par excellence. Ta recenzja jednak to także głos w pewnej toczącej się od kilku lat dyskusji na temat regulaminu pewnej nagrody. Chodzi o Nagrodę Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego. Dodam, że jako dwukrotny jej laureat czuję się upoważniony do upublicznienia swojej opinii. Zasady nominowania utworów wykluczają tymczasem możliwość późniejszego głosowania na utwory (książki i opowiadania) wydane w systemie selfpublishing. I teraz moja opinia – przykład Gałęzistych Artura Urbanowicza jasno dowodzi, że ten przepis jest zbyt rygorystyczny. Powiem więcej – brak możliwości głosowania na tę właśnie powieść to błąd.

Głównymi bohaterami książki jest dwójka młodych ludzi, którzy stanowić mogą idealny przykład teorii o przyciąganiu przeciwieństw. Studentka psychologii i student matematyki, mocno wierząca katoliczka i ateista – nie mogą (o  dziwo!) się dogadać. Ich związek przeżywa zatem kryzys, a świetnym wyjściem z impasu wydaje się być wspólna wyprawa na Suwalszczyznę. Nic bardziej mylnego – na drodze naszych zakochanych staną nawiedzone lasy, kulty pogańskie i… różne dziwaczne wydarzenia.

Podobają mi się w tej książce bardzo dobrze naszkicowane postacie, ciekawy pomysł na intrygę (przyznam, że uwielbiam przedchrześcijańskie tropy w literaturze grozy) i naprawdę przerażający nastrój narkotycznej wizji. Nie podoba mi się niestety język – i nawet nie chodzi o to, że jest on nadmiernie stylizowany na mowę potoczną. Chodzi o jego niestaranność, niedopracowanie, niechlujność… Tyle że te wszystkie przywary można zapisać raczej na konto wydawcy, aniżeli samego autora. I tu znów wracamy do natrętnego tematu.

Przy wszystkich wadach, ta książka i ten autor zasługują, by brać ich pod uwagę w przypadku wyboru lektury, czy nawet nominacji do nagrody literackiej. Przenieśmy się na chwilę do teatru wyobraźni – czy wydany w tradycyjnym wydawnictwie Zdzisław Leon Kociamber byłby lepszym pisarzem od, dajmy na to, Julio Cortazara, który przez przypadek wydał swój debiut w vanity press? To hipotetyczna zupełnie sytuacja, ale czy naprawdę kapituła czcigodnej nagrody nie potrafiłaby odróżnić prozy pierwszego z wymienionych panów od drugiego? Wiadomo w końcu, że w skład jury wchodzą fachowcy, którzy powinni docenić dobrą grozę, bez względu na to, przez kogo została wydana. Taka refleksja, a Gałęziste polecam.

2 komentarze

Dodaj komentarz