Art of Reading

Engram, czyli igraszki pamięci

Autor: Maria Towiańska-Michalska

Gatunek: wspomnienia

Wydawca: Wydawnictwo Forma

Data wydania: 2015

Liczba stron: 218


„…chciałbym oczu Twoich chmurność ocalić od zapomnienia” – te słowa K.I. Gałczyńskiego wyśpiewane przez Marka Grechutę towarzyszyły mi podczas lektury jako swoista duchowa ścieżka dźwiękowa. Engram Marii Towiańskiej-Michalskiej jest cudowną fotografią pamięci, wiernym zapisem nieistniejących już światów. Tym bardziej wartych więc zapamiętania. Dzięki opowiadaniom pisarki przenosimy się na dawne ziemie Polski leżące za Bugiem. Tak naprawdę jednak oglądamy umarłe rzeczywistości, coraz bardziej niknące za mgłą zapomnienia…

Przenieśmy się więc w czasy II Rzeczpospolitej do miejscowości Łuniniec na Polesiu, gdzie autorka spędziła dzieciństwo i młodzieńcze lata. Spotkamy prawdziwych ludzi z ich słabościami i przedwojennym sznytem, pokazanych z czułością, ale bez sentymentalnych pretensji. Maria Towiańska-Michalska ma fenomenalną pamięć, albo prowadziła przez całe życie pamiętnik, bo wielość zapamiętanych detali naprawdę robi wielkie wrażenie. Zanurzamy się w codzienność prawdziwie posrebrzaną, pełną bolesnych chwilami wspomnień. Bo nad wszystkim unosi się memento – wszak trafiliśmy do Raju Utraconego.

Na jednej ze stron znajdziemy wymyśloną przez autorkę odwrotność starej piosenki, która idealnie podsumowuje Engram.

„Co zostało – nie zostanie,

co stracone – ciągle wraca,

co zgubione – tego szukam,

co minione – wciąż pamiętam”…

Jednocześnie wraz z postępem lektury odczuwamy coraz większy lęk – przed konfrontacją wspomnień z rzeczywistością. Już nie ma tamtego Polesia, a przecież wciąż gdzieś istnieje. Nie mieszajmy nigdy dwóch różnych systemów pamięci – to się nie może skończyć dobrze. Bo zamiast do urokliwego majątku trafimy między ruiny, jakie są jedynymi pozostałościami po kołchozie. Bo ludzie żyją już gdzie indziej, ale… Może jednak nie wszyscy, może warto szukać nawet w drobinie piasku jakiegoś znajomego engramu?

Dałem się ponieść tej opowieści rodem ze „Starego Kina”. Czego życzę również czytelnikom tej recenzji.

 

 

2 komentarze

    • Wspomnienia Marii Towiańskiej-Michalskiej wrosły we mnie na długo przed ukazaniem się „Engramu”. Miałam to szczęście, że mogłam wsłuchiwać się w Jej opowieści z lat dziecinnych. Zagmatwane losy rodziny Marii Towiańskiej-Michalskiej były dla mnie jak wielka księga czytana przez autorkę. Bardzo podziwiałam jej Babcię Mariannę za chart ducha i wielki patriotyzm. Ale gdy przeczytałam „Engram” dopiero zdałam sobie sprawę w jak trudnych czasach żyła rodzina Autorki i Ona sama. W mojej rodzinie mówiono, że ludzie pochodzący z terenów wschodnich Polski są inni, tacy silni, odradzający się jak „Feniks z popiołów”. To prawda. Przemijamy. Odchodzimy. Pamiętam historię nauczycielki ze szkoły podstawowej małej Marii. Pięknej kobiety. A przed paru laty odwiedziła Autorkę osoba z tamtych stron. Jej piękna nauczycielka jest poniewierana, wyśmiewana ponieważ zestarzała się i straciła pamięć. Tyle wspomnień jest w każdym z nas. Szkoda, że nie potrafimy ich przekazać innym. „Engram” pozostawia w sercu czytelnika ślad na zawsze.

Dodaj komentarz