Art of Reading

Don Kichot z Finneganów

sto-dni-bez-slonca

stars10plus

Tytuł: Sto dni bez słońca

Wydawnictwo: Powergraph

Data wydania: 2014

Liczba stron: 458


 

Ta powieść nie spodoba się wielu czytelnikom, co z pewnym smutkiem dostrzegam. Moja ocena różni się zapewne od uśrednionej noty statystycznego czytacza. To jednak nie jest istotne. Przynajmniej pod jednym względem książka Sto dni bez słońca dzierży w moim prywatnym rankingu palmę pierwszeństwa. Bez najmniejszych wątpliwości główny jej bohater, czyli doktor Lesław Srebroń, jest najbardziej irytującym bohaterem literackim, jakiego miałem okazję spotkać podczas swych podróży przez bezdroża stronic.

Tenże akademik zostaje zesłany na fikcyjny archipelag Finneganów leżący niedaleko wybrzeży Irlandii. Ma tam spędzić semestr jako wykładowca na tamtejszej uczelni. Zapomniany przez Boga i ludzi uniwersytet jawi się w oczach Srebronia europejskim centrum wiedzy humanistycznej bez mała, a tamtejsza kadra naukowa to elita intelektualna, jakiej gdzie indziej ze świeca szukać. Problem w tym, że postrzeganie świata przez naszego naukowca jest, delikatnie mówiąc, nieco obarczone błędami poznawczymi. Najlepiej widać to w kompletnie nonsensownych interpretacjach wszystkich zdarzeń mających miejsce na mitycznych Finneganach, w których to sytuacjach Srebroń odgrywa jakieś role. Być może źródłem tych fałszywych wizji są czytelnicze upodobania polskiego humanisty, a konkretnie jego uwielbienie prozy rodzimego pisarza fantastyki, niejakiego Filipa Włócznika.

Srebroń budzi śmieszność tam, gdzie wydaje mu się, że jest podziwiany. Widzi głębię w niezmierzonej grafomanii pseudopisarza kompletnie nieznanego ani w Polsce, ani tym bardziej za granicą. Efekt Pollyanny podniesiony do entej potęgi i niesłychana wręcz megalomania sprawiają, że czytelnik musi zadać sobie pytanie – na ile nasza percepcja wpływa na rzeczywistość, w której żyjemy. Być może wszyscy jesteśmy w pewnym stopniu postaciami fikcyjnymi, bo zamieszkujemy zmyślone krainy naszej własnej wyobraźni. Daleko nam jednak chyba do Lesława Srebronia (czy słyszycie nutkę zazdrości w tej konstatacji?). A sam Srebroń zbliżył się w swym umiłowaniu złudzeń do samego Don Kichota, nadając tej postaci współczesnego szlifu.

Powieść Szostaka to przy okazji wyjątkowo zjadliwa krytyka systemu edukacji, akademickiego „małego światka”, czy nawet polskiego fandomu. Takie satyry pisał niejaki David Lodge – nawet świat opisany finnegańskiej uczelni przypomina trochę tamte. I być może jest to najdobitniejszy wątek fantastyczny w całej powieści, bo przecież już nie istnieją w dzisiejszym świecie tamte realia…

2 komentarze

Dodaj komentarz