Art of Reading

Do (nie)czytania w tramwaju

arkusz

stars9

Autor: Paweł Orzeł

Wydawca: Forma

Data wydania: 2015

Liczba stron: i tu mamy problem…


Doszedł do wniosku, że wyrwanie jej do życia stało się również odebraniem nieśmiertelności oraz młodości. Od chwili pierwszego dotknięcia nie była już tą osobą, o którą codziennie się modlił.

Paweł Orzeł w naprawdę imponującym stylu dokonuje reinterpretacji mitu o Pigmalionie, który to mit znakomicie pamiętamy z lektur. Oryginalna legenda głosi, jak wszem wiadomo, pochwałę miłości zdolnej do przekraczania granic między nieożywionym a żywym, nadającej sens naszemu dziełu, obdarowującej swego ucznia nagrodą spełnienia. Polski pisarz uwspółcześnia ten mit, nadaje mu zgoła innego wydźwięku, odziera z baśniowego sztafażu.

Oto mamy do czynienia z ponownym przedstawieniem starej opowieści – po części opartej na greckiej mitologii, po części na dramacie George’a Bernarda Shawa Pigmalion, a w nieskończonych odbiciach nawiązań wykuwa się zupełnie inne spojrzenie – jak w posągu Ramona Lago Pygmalion przedstawiającym wykuwającego się samodzielnie człowieka. Ale by więcej wyjaśnić, trzeba na chwilę odłożyć treść książki, przechodząc do jej formy.

Arkusz [^pi^gmalion] zdecydowanie się nie nadaje do czytania w tramwaju. Zamysł autora sprawił, że książka ma postać nierozciętego arkusza wydrukowanego dwustronnie. Po jednej stronie znajduje się główna opowieść napisana wedle wzorów greckiej tragedii, po drugiej zaś jej rozwinięcie w formie prozy wzbogacanej esejem. Ale osobliwości jest tu więcej – opowiadanie właściwie nie ma zakończenia, a załączone didaskalia tłumaczą, że „dalsza część jest nieczytelna lub zniszczona”. Sugeruje to poniekąd pewien rys okrucieństwa wobec czytelnika, chociaż nie sposób się również oprzeć wrażeniu, że autor znakomicie się bawił.

Skoro akcja przeniesiona została do teraźniejszości, to i siłą rzeczy dokonujemy jej współczesnej dekonstrukcji. Galatea vel Lisa pokazana jest jako dzieło sztuki, mechaniczna lovedoll, kochanka i dziecko zarazem. Miłość jest seksualnym rytuałem, odduchowieniem, czarem, a jednocześnie tego czaru pryskaniem. Gdzieś w tle pobrzmiewa Umberto Eco i jego Dzieło otwarte, w oryginalnej, ale i przeczuwanej metaforze tańca. Póki tańczymy z ideą kobiety, obejmujemy jej ramiona w wyobraźni i strzelistym akcie tworzenia, dopóty potrafimy ją kochać. Gdy jednak przeistacza się ona w ciało, w konkret – wówczas nieraz jesteśmy zawiedzeni. Dzieło zawsze jest doskonałe tylko w momencie powstawania, w zamyśle artysty. Być może, ale to tylko przypuszczenie, podobną refleksję wysnuł i Paweł Orzeł, gdy otworzył swą najnowszą książkę.

One Response

Dodaj komentarz