Art of Reading

Dlatego nie oceniaj po okładce

badgoodZnacie zapewne te strony w sieci, na których można znaleźć różne, przerażające w swej nieudolności graficznej, okładki książek. Czasami książki te mają różne dziwne tytuły, jak na przykład: Wszystkiego, co wiem o kobietach, dowiedziałem się od mojego traktora, albo Nasza mama idzie na detoksykację. Oddzielną kategorię stanowią campowe okładki wszelkiej maści horrorów, najczęściej tych klasy B lub niższych. Cóż jednak zrobić, kiedy naprawdę złą okładkę ma naprawdę dobra książka? Oczywiście, poza wyrażeniem współczucia autorowi?

Postanowiłem wyszukać kilka okładek znakomitych, z różnego względu, powieści, które dobrze ilustrują stare, brodate porzekadło: Nie oceniaj książki po okładce. Oto one, w kolejności zupełnie dowolnej…

 

0ee5003d-0790-42f8-a6b5-4d1923795dba-bestSizeAvailable

Dobrze, ja naprawdę wszystko rozumiem. Inna epoka, inny styl ilustracji, a mam tu na myśli staroświecką manierę, którą znamy dobrze z okładek fantastycznonaukowych paperbacków. Ale spójrzcie na tego gościa w czerni, albo jeszcze lepiej na wizerunek Wielkiego Brata. No i oczywiście przenikliwość wydawcy, który postanowił wydobyć ze słynnej antyutopii to, co najważniejsze, czyli „zakazaną miłość”, „strach” oraz „zdradę”.

 

 

 

 

MobyDick coverA co by było, gdyby biały wieloryb z powieści Hermana Melville’a był tak naprawdę pluszową zabawką? Czy wpłynęłoby to w jakiś sposób na ocenę zachowania pewnego jednonogiego kapitana? A na nasz odbiór książki? Być może warto by było dowiedzieć się czegoś na temat twórcy tej okładki – musi być (o ile jeszcze żyje) osobą naprawdę intrygującą.

 

 

 

 

wuthering-heights-cover1„Tak, ostatnio szukałam jakiejś książki podobnej do Zmierzchu… No wiesz, zakazana miłość do wampira, albo wilkołaka. Tak, znalazłam coś podobnego… Przynajmniej okładka mnie mocno zachęciła…”. Zżymam się zawsze, gdy ktoś nazywa Wichrowe wzgórza romansem, albo kręci adaptację, z której wynika, że pierwowzór taki romans stanowi. Ludzie, posłuchajcie – książka Emily Brontë opowiada nie o miłości, ale o jednostce chorobowej. Jest przestrogą, a nie wzorcem z Sèvres! A na pewno nie jest klonem powieści w stylu Stephanie Meyer.

 

 

 

 

bradburyRay Bradbury? To ten gość, który pisał o Marsie? W porządku, okładka będzie pojutrze. Jedna z najważniejszych książek XX wieku widziana oczyma nastolatka. Tu znów mamy podobną sytuację, jak w przypadku Roku 1984 – ważna powieść potraktowana jak czytadło. Trzeba jednak przyznać, że wydawca przynajmniej oddał wielkość tej książki w blurbie nad tytułem.

 

 

 

 

 

bad-book-coversDobrze, w tym przypadku ilustratora można usprawiedliwić. Frankenstein to nie tylko bohater literacki, ale również byt popkulturalny – być może w tej drugiej roli jest nawet ważniejszy. Ale jedno spojrzenie na twarz monstrum na okładce i wybucham śmiechem. To chyba wystarczający powód, by okładka znalazła się w tym zestawieniu.

 

 

 

 

 

 

mistrz i małgorzataNa koniec prawdziwy rodzynek – okładka polska. Właściwie jeżeli powiem, że jest chyba najgorszą okładką, jaką kiedykolwiek widziałem (chociaż konkuruje z niektórymi „dziełami” dawnego wydawnictwa Phantom Press), to będzie to tylko próba oddania sprawiedliwości tej niewiarygodnej rzeźni graficznej, z jaką mamy do czynienia. Spójrzcie na Małgorzatę i Behemota. Ostrzegam tylko, że tego się nie da „odzobaczyć”…

One Response

Dodaj komentarz