Art of Reading

Dla kogo ten Paszport?

Miałem dziś od rana pisać recenzję, ale inna sprawa mnie chyba zbyt mocno pochwyciła w swe sidła. O tej sprawie zresztą także chciałem napisać, przynajmniej w zamyśle sposobiłem odniesienie się jakieś, ale dyskusja, w jakiej miałem szczęście (nieszczęście?) brać udział sprawiła, że plany uległy zmianie. Celowo trochę zamieszałem na początku, chcąc oddać rozterki i wątpliwości, jakie w związku z tą dyskusją się nasunęły.

Cóż się wydarzyło? Łukasz Orbitowski otrzymał był kilka dni temu Paszport Polityki w kategorii literatury. Ze wszech miar zasłużenie – wprawdzie nie czytałem ostatniej jego książki Inna dusza, ale od wielu lat śledzę jego pisarską karierę z zaciekawieniem, a nawet pewną dozą zazdrości 😉 Łukasz, którego mam wielką przyjemność znać osobiście, zaczynał od fantastyki i horroru, ale jego ostatnie książki docierają także do czytelników głównonurtowych. A jak docierają? Wystarczy powiedzieć, że do „Paszportów Polityki” był nominowany już po raz trzeci. Łukasz odżegnuje się w tej chwili od grozy jako gatunku, lecz moim skromnym zdaniem jego twórczość dowodzi wręcz tego, że nawet horror może być literaturą ambitną i wybitną. Ale niektórym się to nie podoba.

Pewien mój inny znajomy, którego tożsamości nie będę ujawniał, stwierdził tymczasem, że nasze ojczyste elity chyba niezbyt dobrze się orientują, czym tak naprawdę powinna być literatura. Paszport dla Orbitowskiego, rok wcześniej laureatem został Zygmunt Miłoszewski, a w poprzednich latach dodatkowo Ziemowit Szczerek i Szczepan Twardoch… Inni dyskutanci przychylając się do tej opinii, określili nawet ową okoliczność mianem snu z cyklu „noc w izbie wytrzeźwień”. Mój anonimowy w tej relacji, a w rzeczywistości bardzo znany twórca, indagowany o to, jak by zdefiniował twórczość Orbitowskiego et consortes użył dezawuującego terminu „rozrywkowa proza fabularna”. Czyli nie literatura, a jedynie proza fabularna, rozrywkowa na dodatek.

Zaprawdę, nazwanie Łukaszowej prozy mianem „rozrywkowej”, świadczy o bardzo specyficznym podejściu do tematu rozrywki. Depresyjne klimaty, zaburzone relacje międzyludzkie, gorzkie rozliczenia z młodością (Szczęśliwa ziemia) czy też polską historią (Widma, Nadchodzi) – to wszystko jest dla powieści Orbitowskiego wręcz charakterystyczne. Ale przyjmuję, że można tego nie wiedzieć i usztywnić swoje poglądy na pierwsze skojarzenie z horrorem, kryminałem i… (tu można wstawić dowolne określenie gatunkowe). Ale ja się na takie sztywne oceny nie godzę. Niedawno część Polaków usłyszała, że są osobnikami gorszego sortu. Nie róbmy tego samego literaturze.

Niektórzy wciąż nie chcą zauważać, że granice gatunkowe dawno się rozmyły, że żyjemy w czasach literackiego multi kulti. A to oznacza, że fantastyka, sensacja, groza dawno przestały być li tylko prozą rozrywkową. Ciśnie mi się na klawiaturę rasowe porównanie – a niech tam – są wciąż ludzie, którzy nie mogą zrozumieć, że Afroamerykanie robią kariery w biznesie, medycynie. Oni postrzegają potomków niewolników nadal przez pryzmat getta. Podobnie czynią niektórzy krytycy literaccy.

Czekam na Nobla dla pisarza kryminałów lub fantastyki. Na Nike dla autora specjalizującego się w horrorach. Czekam na abolicję.

Dodaj komentarz