Art of Reading

Czytelnik i interpretacja

Pamiętam, jakim zaskoczeniem było dla mnie odnalezienie na półce u rodziców niechlujnie wydanej książki 1984. Niewiele z niej wtedy zrozumiałem, pewnie najmocniej zadziałała na mnie wtedy scena seksu na leśnej polanie. Liczyło się jednak to, że był właśnie rok 1984, byłem ciekawym świata dwunastolatkiem, ta książka zaś znacznie różniła się od pozycji znajdowanych w bibliotece szkolnej. Dopiero później poznałem definicję okreslenia „drugi obieg”, a kolejna lektura George’a Orwella była już znacznie dojrzalsza.

Okazuje się jednak, że klasyczna pozycja antyutopijna miała problemy z cenzurą także po drugiej stronie Żelaznej Kurtyny. Czytam właśnie 100 zakazanych książek. Historia cenzury dzieł literatury światowej autorstwa Nicholasa J. Karolidesa, Margaret Bald i Dawna B. Sovy. Nie polecam raczej tej lektury, bo wynika z niej, że najbardziej opresyjnym państwem świata są… Stany Zjednoczone. Mój sprzeciw budzi też zrównanie niektórych dzieł naprawdę zakazanych z takimi, które zostały usunięte z biblioteki szkolnej w jakimś małym, amerykańskim miasteczku. Nie ma Osipa Mandelsztama, który za swoje wiersze umarł w łagrze, ale znalazło się miejsce dla niejakiego Artura R. Butza (nomen omen!), który napisał był książkę pod tytułem Największa Mistyfikacja XX Wieku.

W tejże książce znalazlem jednak informację o problemach, jakie miała powieść Orwella właśnie w USA. Niektórzy uważali na przykład, że młodzież nie powinna czytać książki ze względu na jej… związki z komunizmem. W studium Lee Burressa z roku 1963 na temat przejawów cenzury w szkołach stanu Wisconsin wymienia się na przykład zastrzeżenia stowarzyszenia John Birch Society, które uważało książkę Orwella za „studium komunizmu”. Opracowany przez Burressa raport za rok 1966, bez podawania konkretnych nazwisk oraz miejscowości, wskazuje na pewnego dyrektora szkoły, który uważał, że powieść „przedstawia komunizm w przychylnym świetle” (sic!). Zastrzeżenia dyrektora doprowadziły do wstrzymania zakupu książki.

Czy można się bardziej pomylić w interpretacji? Rozumiem, że pan Umberto Eco pisząc swoje Dzieło otwarte miał sporo racji – książkę dopełnia dopiero indywidualny jej odbiór przez czytelnika. Okazuje się jednak, że ta sama książka może wywołać sprzeczne skojarzenia u różnych odbiorców. To na swój sposób pokrzepiające. Jeżeli uznacie bowiem ten wpis za kompletne gówno, to wiedzcie, że są czytelnicy, dla których będzie to dzieło literackiego geniusza…

 

Dodaj komentarz