Art of Reading

Copyfighter, czyli jak drogo sprzedać ideały młodości

copyfighter

stars7

Tytuł: Copyfighter

Wydawnictwo: Nisza

Data wydania: 2015

Liczba stron: 230


Czy wiecie, dlaczego zdecydowana większość reklam, jakie oglądamy i słuchamy, jest tak przeraźliwie słaba? Te proszki piorące do białości, te podpaski, w których czujemy się zawsze swobodnie (tu lekko przesadziłem z personalizacją), te wszystkie suplementy diety? Jeżeli przeczytacie książkę Łukasza Krakowiaka pt. Copyfighter, wówczas wszystko stanie się jasne – to wraże departamenty marketingu duszą w zarodku wszystkie genialne pomysły copywriterów, czyli twórców tychże reklam. Owi copywriterzy skazani są na zgniłe kompromisy, schlebianie poślednim gustom, równanie w dół. Takie można mieć przynajmniej wrażenie, czytając książkę stanowiącą rodzaj zbeletryzowanych wspomnień autora, który w niejednej agencji reklamowej jadał chleb, który bywał dyrektorem kreatywnym i accountem, czyli osobą zdobywającą (różnymi sposobami) klientów.

Trudno krytykować coś, co w swym zamierzeniu jest formą rozliczenia z przeszłością. Można się ewentualnie spierać o granice biografii – ile z przedstawionych faktów to prawda, a ile zmyślenia, koloryzowane wspomnienia lub branżowe legendy. Jeden z pomysłów narratora, który dotyczył akurat reklamy superchłonnych podpasek, widziałem na przykład w zrealizowanej, rosyjskiej wersji. Nie o to tu jednak chodzi. Odniosłem wrażenie, że zamysł autora odbiegał od przyjęcia roli kronikarza. To raczej opowieść o zawodowym wypaleniu i brutalnym zderzeniu marzeń z twardą rzeczywistością.

W tym ujęciu zawód copywritera jest tylko fasadą. Zaczynając pracę w nowym miejscu zawsze mamy jakieś urojone wyobrażenia na temat misji i światłych ideałów. Wierzymy, że zmienimy świat na lepsze, że mamy przed sobą wielkie rzeczy do wykonania. A potem, bez względu na miejsce pracy, natykamy się na skrzeczącą rzeczywistość. Kochasz książki i od zawsze chciałeś być bibliotekarzem? Trafisz na szkolenia z archiwistyki i zmienisz się w urzędnika. Dziennikarstwo, płomienne artykuły i patrzenie władzy na ręce? Raczej publikowanie wiadomości z kwitów dostarczonych przez służby specjalne – i to pod warunkiem, że nie obrażasz jakiegoś reklamodawcy. Tworzenie reklam inteligentnych i pełnych polotu? Nie, ludzie tego nie zrozumieją, musisz uprościć, a w ogóle, czym tym się przejmujesz? Linia najmniejszego oporu zmienia się w najważniejszą z procedur. Chociaż może jeszcze ważniejsze jest pozbycie się złudzeń o własnej genialności.

Patrząc na Copyfightera z literackiego punktu widzenia – nie jest to rzecz dopracowana. Język jest chropawy, momentami uciekający w wulgaryzmy. Być może takie było zamierzenie autora – ten weryzm w czystej postaci.  No a główny bohater, będący zarazem narratorem, chwilami naprawdę irytuje. W pewnym momencie zaczynamy mimowolnie kibicować okolicznościom zewnętrznym, wyczekujemy, kiedy ten podmiot liryczny spadnie z piedestału miłości własnej. Czy tak się stanie? Nie chcę psuć nikomu radości z lektury.

Bo radość jest. Książkę czyta się szybko i z przyjemnością (czasami to tzw. guilty pleasure). Skądinąd wiadomo, że autor porzucił świat reklamowy i teraz chce zostać pełnowymiarowym pisarzem. Rozliczenie z przeszłością już na swoim koncie ma. Teraz bym chciał, żeby udowodnił, iż potrafi napisać coś zupełnie innego.

 

Print Friendly, PDF & Email

One Response

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.