Art of Reading

Cenzura, czyli pomysł na biznes

Wkod-dla-mlodziezy swoim dawnym życiu etatowego dziennikarza od nowoczesnych technologii zdarzyło mi się kiedyś lecieć samolotem z Chicago do Las Vegas. Na pokładzie boeinga postanowiłem obejrzeć sobie film dobrze mi znany z wcześniejszych seansów w Polsce, czyli komedię romantyczną To właśnie miłość. Byłem pewien, że w razie czego będę w stanie przypomnieć sobie kwestie dialogowe, co pozwoli mi śledzić akcję w oryginale bez żadnego problemu. Tylko że okazało się, że był to zupełnie inny film…

Amerykański dystrybutor postanowił usunąć z niego wszelkie przekleństwa, więc już w pierwszej scenie ze zdumieniem zauważyłem, że Billy Nighty wcale nie mówi: „Oh, fuck, wank, bugger, shitting, arsehead and hole. Start again. ♪ I feel it in my fingers ♪ In my fingers ♪…”. A potem okazało się, że widz za Oceanem nie mógł także poznać uroczej historii dwójki nieśmiałych dublerów – Joanny Page Martina Freemana (znanego z późniejszej roli tytułowej w filmie Hobbit), gdyż cały ich wątek został wycięty.

Przypomniałem sobie tamten lot, gdyż Dan Brown wydał właśnie „młodzieżową” wersję swojego bestsellera, czyli Kodu Leonarda da Vinci. Pisarz stwierdził, że od dawna chciał dotrzeć do najmłodszych czytelników (może stwierdzenie „najmłodsi” jest nieco na wyrost, skoro książka przeznaczona jest dla dzieci powyżej 13 roku życia). Tekst pierwotny został więc przeredagowany i uproszczony. Złośliwi, do których niestety należę, twierdzą, że uproszczenie lekko prostackiego stylu charakterystycznego dla Dana Browna mogło okazać się niemożliwe (chyba, że skończyłoby się na książce do kolorowania). Ale przede wszystkim zauważam marketingowy geniusz.

Jakiś czas temu pojawiła się trylogia o panie Szarym autorstwa E.L. James. Kiedy zabrakło weny na nową powieść, pisarka (?) postanowiła przepisać swój najsłynniejszy erotyk, zmieniając narratora. Genialne w swej prostocie – poznaliśmy wcześniej relację ze strony kobiety, to niech teraz to samo opowie mężczyzna. Czyż to nie jest genialne?

Ale przecież… czemu się właściwie ograniczać? Sky is the limit! Jest tyle książek czekających na nowe wersje – i to niekoniecznie wyłącznie dla młodzieży. Kod da Vinci  dla Afroamerykanów? Czemu nie! Dla feministek – z głównymi rolami wyłącznie kobiecymi? I dla równowagi – wydanie gejowskie, wydanie dla katolików, dla ateistów, dla sprzątaczek, dla starców, dla niepełnosprawnych! Ileż razy można zarobić na tej samej książce? Setki, dosłownie setki!

Był już podobny pomysł na biznes, przyznaję. Mam na myśli dodanie wątku zombie. Ale powtórzę się – czemuż się ograniczać? Teraz czekam więc na 5o twarzy Greya w wersji dla najmłodszych.

Dodaj komentarz