Art of Reading
  • Search results for RECENZJE
  • Pójdę do jedynej, czyli obyczaj dla mężczyzn

    Autor: Kasia Bulicz-Kasprzak

    Gatunek: literatura obyczajowa

    Wydawca: Prószyński i Ska

    Data wydania: 2017

    Liczba stron: 374


    Nieczęsto zdarza mi się czytać literaturę obyczajową, co tłumaczę najczęściej brakiem czasu. Tak naprawdę jednak obawiam się, że wpadnę na jakieś przerażające rafy grafomanii, że utknę na mieliznach podłego stylu, który czasami bywa określany mianem stylu zerowego. Jest to określenie sposobu pisania, który kompletnie nic nie wnosi do odbioru lektury – najczęściej dotyczy to książek sensacyjnych, w których liczy się wyłącznie akcja. Jednak czasami wypuszczam się na te słabo spenetrowane obszary, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście jest tak źle, jak tego oczekiwałem. Czasami utwierdzam się w swoich przekonaniach, ale bywa też, że jestem przyjemnie zaskoczony. Taką właśnie niespodzianką okazała się lektura książki Kasi Bulicz-Kasprzak Pójdę do jedynej.

    Akcja książki toczy się między 1970 a grudniem 1981 roku – datami w najnowszej historii Polski dość znaczącymi. Z dużą przyjemnością zanurzyłem się w tym świecie, ledwo pamiętanym z dzieciństwa, a przecież charakterystycznym. Obserwujemy losy dwóch chłopaków, którzy na początku lat 70. rozpoczęli karierę wojskową. Dzieli ich bardzo wiele, ten wspólny mianownik okazuje się jednak wystarczający, by pojawiła się między nimi przyjaźń. Nasi bohaterowie przeżywają wiele rozterek i porywów namiętności, krzepną w ogniu dojrzewania i stają się mężczyznami. Niby typowa opowieść inicjacyjna, a jednak autorka opowiada ją z dużym wdziękiem. Ciekawie poprowadzeni są także bohaterowie poboczni.

    Śledzimy również wydarzenia historyczne, lecz bardziej poprzez ich wpływ na jednostkowe losy, aniżeli w rozległej panoramie. Akcja urywa się w newralgicznym punkcie, mamy do czynienia z dość jednoznacznym zamknięciem, ale jednak pozostawiona została pewna furtka pozwalająca na oczekiwanie dalszego ciągu.

    Kasia Bulicz-Kasprzak znakomicie panuje nad językiem – niewiele można tu zarzucić. Dodatkowym atutem są idealnie oddane polskie realia. To powieść spełniająca postulat „literatury środka”, nie roszcząca sobie pretensji do bycia beletrystyką z najwyższej półki, ale nie odbiegająca od niej pod względem języka, stylu czy warsztatu. Jeżeli tak wygląda polska literatura obyczajowa (ale wiem skądinąd, że nie!), to naprawdę nie ma powodu do wstydu.

  • Kryminał w skorupce McEwana

    Autor: Ian McEwan

    Gatunek: sensacja

    Wydawca: Albatros

    Data wydania: 11 kwietnia 2017 r.

    Liczba stron: 240


    „Lecz oto prawda, która w życiu najbardziej nas ogranicza – zawsze jest tu i teraz, nigdy tam i kiedyś”. Ten cytat z książki Iana McEwana mógłby posłużyć za motto jego całej twórczości. Oto pisarz, który mógłby spokojnie osiąść na laurach, bo napisał już chyba wszystko, co tylko mógł. Jeden z największych prozaików swojego pokolenia, niedościgniony mistrz stylu i nastroju, laureat Bookera i innych, licznych nagród. A jednak Brytyjczyk raz za razem eksploruje zupełnie nowe, literackie krainy – nadając prozie gatunkowej szlachetne rysy pozycji z najwyższej półki. Tak jest również przy okazji najnowszej powieści W skorupce orzecha

    Ileż już książek napisano na temat zdrady? Właściwie trudno o bardziej popularny temat, całe morze wybitnych twórców i grafomanów wyraziło za pośrednictwem prozy swoje zdanie na ten temat. A jednak McEwan pokazuje, że nawet z tak zdartej płyty da się wyodrębnić zupełnie nową melodię. Czyni to dzięki narracji – trzeba przyznać, iż wybór narratora jest dość karkołomny, ale przez to absolutnie wyjątkowy. Wtedy okazuje się, że historia o niewierności zmienia się w kryminał. Czy narrator ma jakąkolwiek szansę, by zapobiec strasznej zbrodni?

    Poza nietypowym ujęciem tematu powieść jest do cna McEwanowska – dostojna, bez zbędnych ozdobników, dopracowana. Każde zdanie to małe arcydzieło – zresztą weźmy to otwierające książkę: „A więc jestem tutaj, obrócony do góry nogami w kobiecie”. Można szukać mnóstwa powiązań – narzuca się tu chociażby skojarzenie z Hamletem, lecz istotna jest cała niesamowita treść, doskonale przyrządzona i podana. Po tym poznajemy naprawdę wielkich pisarzy.

    Można powiedzieć, że mamy dużo szczęścia – jeden z największych żyjących pisarzy tłumaczony jest w zasadzie na bieżąco. Wydawnictwo Albatros wydało chyba cały prozatorski dorobek Anglika. Ach, chciałoby się westchnąć – może niejaki Graham Swift też mógłby doczekać się takich wielbicieli… Ale na razie jest McEwan i cieszmy się z tego.

     

     

  • Ostatnie srebrniki, czyli dziedzictwo lewactwa

    Autor: Tadeusz Biedzki

    Gatunek: sensacja

    Wydawca: Bernardidum

    Data wydania: 11 października 2017 r.

    Liczba stron: 224


    Fikcje literackie z gatunku powieści sensacyjnej powinny podnosić czytelnikom ciśnienie, ale czy na pewno w ten sposób? Ta jednozdaniowa recenzja (być może kiedyś uruchomię tu taki specjalny dział zawierający podobne) bardzo dobrze podsumowuje mój odbiór Ostatnich srebrników. Odnoszę też wrażenie, że autor próbował stworzyć katolicką, prawicowo poprawną wersję  Kodu Leonarda da Vincityle że zabrakło mu nieco talentu.

    Żona pisarza kupuje na Cyprze tajemniczą, drewnianą szkatułkę, a trzy miesiące później w Barcelonie zostaje zamordowany ksiądz. Czy coś łączy te wydarzenia? Oczywiście, że tak – Zakon Piłata wywodzący się z lewicowych partii politycznych trzęsących Hiszpanią i całą Unią Europejską. Jego celem jest wymazanie z map Europy chrześcijaństwa, terror i ogólna degrengolada. Nic więc dziwnego, że oburzony autor odmienia w książce słowa „lewak” i „lewactwo” na wszelkie możliwe sposoby. Znajdziemy tu nawet trop smoleński – wszystko idealnie pasuje, zamach na polskiego prezydenta i przynoszące nieszczęście srebrniki, zdrajcy i patrioci, lewica i prawica. Przyznam, że staram się wykazywać daleko posuniętą tolerancję dla poglądów innych od moich, ale jestem mocno wyczulony na tzw. język pogardy.

    Akcja prowadzona jest dwutorowo – współcześnie i historycznie. O ile jeszcze część dotycząca przeszłości broni się – śledzimy losy wzmiankowanej szkatułki na przestrzeni wieków – od Jerozolimy sprzed 2000 lat, przez Rzym, potem żywoty kolejnych papieży, to współczesność nie nadaje się do czytania. Bohaterowie, czyli dwójka polskich turystów (pisarz i żona?), prowadzą śledztwo przy prawie pełnej aprobacie Watykanu, przemieszczają się po całej Europie bez żadnych problemów, a rozwiązania zagadek wyciągają co chwila z rękawów. Kim oni są? Rodziną Iniemamocnych? Poza tym książka oferuje nie akcję, a raczej… opis akcji. Naprawdę, wystarczy się wczytać, by bez problemu zauważyć ten dystans. Rozumiem, że powieść licząca nieco ponad 200 stron nie może być rozwlekła, ale w tym przypadku otrzymujemy raczej szkic fabuły, a nie samą fabułę. Z tego samego powodu dzieje szkatułki ukazane są naprawdę skrótowo. Niestety, ze szkodą dla książki, bo to akurat najlepsze jej fragmenty.

    Nie umiem ocenić obiektywnie thrillera będącego zamaskowaną, polityczną agitką. Gdyby jeszcze pozostałe elementy tworzyły godną polecenia całość, mógłbym przymknąć oczy na święte przekonania autora, na jego żałosne próby wejścia w polityczny dyskurs. Ale całość rozpada się w rękach, akcja się sypie między palcami i zostajemy z niczym. Nie polecam.