Art of Reading

Być dziennikarzem

Korespondent czyli jak opisac pelzajacy koniec swiata Krzysztof Mroziewicz

stars8

Tytuł: Korespondent, czyli jak opisać pełzający koniec świata

Autor: Krzysztof Mroziewicz

Wydawca: Zysk i S-ka

Data wydania: 2013

Liczba stron: 300


Zastawiali się Państwo nad celowością wystawiania się na kule snajperów, na miny pułapki i terrorystów tylko po to, by wysłać depeszę prasową lub zrobić zdjęcie? Ci, którzy czytali Terytorium Komanczów albo reportaże Wojciecha Jagielskiego, wiedzą w czym rzecz. Zawód korespondenta, ze względu na liczbę konfliktów zbrojnych na Ziemi często tożsamy z zawodem korespondenta wojennego, chlubi się romantyczną otoczką od czasów Ernesta Hemingwaya, albo i dawniejszych. Jeden z nich, Krzysztof Mroziewicz, odkrywa w swojej książce o dość apokaliptycznym tytule Korespondent, czyli jak opisać pełzający koniec świata tajniki tej profesji.

Ta książka jest z kilku, co najmniej, względów godna uwagi. Jako podręcznik dziennikarstwa, po pierwsze primo . Jednak podręcznik specyficzny, bo nie da się z niego nauczyć zawodu, a jedynie sprawdzić, czy ma się ku temu predyspozycje. Warsztat zdobywa się pisząc – nie ma innej drogi. Wiedzę zdobywamy zaś czytając o innych, którzy dokonali podobnych wyborów życiowych. Autor snuje więc opowieść bogato opatrzoną cytatami i bibliografią o tym, jakimi dziennikarzami byli inni. Ci wielcy, ale także i nieco zapomniani. Wspomniałem o cytatach, prawda? Jest ich dużo, bardzo dużo – niektórzy nawet stwierdzą, że Mroziewicz przesadził. Ale jakie to są cytaty!

Mam problem z językiem Korespondenta… Chwilami odnosi się wrażenie, jakby autor pisał depesze PAP-owskie, bez oglądania się na takie szczegóły, jak piękno języka, czy klarowność wywodu. To właściwie jedyny zarzut – zresztą dziennikarz wynagradza to swoją erudycją i gawędziarskim tonem. Gdy słuchamy opowieści z frontu w nocnej kantynie, nie zastanawiamy się, czy opowiadający kwieciście składa zdania, czy używa wysokiego stylu. Tę książkę bardziej się słucha, niż czyta. Słucha i… ogląda. Bo autor ilustruje swą opowieść wieloma fotografiami z różnych epok. Same te zdjęcia są doskonałą lekcją dziennikarstwa.

Każda dobra książka nadaje się do cytowania. Mój ulubiony fragment odnosi się oczywiście do pisania. Bo przecież niektórym wydaje się, że dziennikarze i pisarze uwielbiają pisać, że jeśli upodobało się sobie to zajęcie, to droga do rzemiosła stoi otworem. Cóż na to Krzysztof Mroziewicz?

„Pisania lubić się nie da. Jest to koszmarny proces, męczarnia, przed którą ucieka się wszędzie na boki, zajmując sobie czas, byle tylko robić cokolwiek, co nie pozwala pisać. Kiedy jednak zbliża się nieubłaganie termin, w którym tekst ma być oddany, wtedy już nie ma ucieczki i zaczyna się katorga. Jeśli ktoś lubi pisać, nie jest dziennikarzem ani pisarzem. Wielbienie pisania, zwłaszcza własnego, ma swój numer na liście jednostek, którymi zajmują się lekarze”.

 

Dodaj komentarz