Art of Reading

Bogowie i bestie, czyli światy Carrollowskie i nie tylko

bbwww

stars8

Autor: Jacek Wietecki

Gatunek: SF

Wydawnictwo: REBIS

Data wydania: 2016

Liczba stron: 160


Na wieść, że wieloletni tłumacz prozy niejakiego Jonathana Carrolla postanowił zadebiutować w roli pisarza ucieszyłem się, ale i zmartwiłem. Bo z jednej strony miałem nadzieję, że otrzymamy coś w klimacie podobnym choćby do Krainy Chichów, a z drugiej – obawiałem się właśnie, że Jacek Wietecki ograniczy się do epigońskiego wręcz małpowania. Nie ziściły się jednak ani moje nadzieje, ani też obawy. Sam autor chyba nie zamierzał zresztą powielać schematu spod sztancy pod tytułem „uczeń przerósł mistrza”.

Zbiór Bogowie i bestie składa się z krótkiej powieści, noweli i opowiadania. Minipowieść nosząca ten sam tytuł, opowiada o końcu świata, w bardzo przewrotny sposób – może najbardziej Carrollowski. Nadchodzi bowiem dzień sądu i wszyscy wierzący przenoszeni są do swoich rajów – chrześcijańskiego Nieba, nordyckiej Walhalli czy mahometańskiego Dżannah. Tylko ateiści pozostają sami, lecz co w przypadku rozdzielenia rodzin? W dłuższym opowiadaniu pod tytułem Ślepa seria zadano z kolei pytanie o moc przypadku – czy mamy do czynienia z seryjnymi morderstwami, czy może tylko zbiegiem okoliczności? Wreszcie, najkrótszy utwór, czyli Siostrzyczka, to mroczna opowieść o tragedii widzianej oczyma dziecka.

Różnorodność tych tekstów pokazuje, że Jacek Wietecki nie ogranicza się do jednej poetyki. Z drugiej strony, trudno też o jednoznaczną ocenę formalną – poszczególne części układanki różnią się przecież zarówno wielkością, jak i kolorami uchwyconych obrazów. W którym kierunku podąży pisarz – kompletnie nie wiemy. Jeśli jednak chodzi o zaprezentowanie talentu, to bez wątpienia udana próba. Nie jest to jeszcze poziom wynoszący nas ponad zachwyty, ale z pewnością obiecujący debiut – obciążony zresztą wszelkimi grzechami typowymi dla początków pisarskiej kariery. Podobała mi się swoboda, z jaką Wietecki operuje wyobraźnią. Nieco mniej zaś brak stylistycznej jaźni, o ile takowa w ogóle istnieje. Ale to charakterystyczne dla debiutantów.

Tłumaczenie może być znakomitym warsztatem pisarskim – w końcu chodzi tu o umiejętność posługiwania się językiem. W przypadku autora Bogów i bestii to domniemanie się sprawdza.

 

 

3 komentarze

    • Szanowny Panie,
      Dziękuję za recenzję na Pańskim blogu – przeczytałem ją z autentycznym zainteresowaniem. Myślę, że sam nie dałbym sobie wyższej oceny. Mam tylko jedno pytanie: co to jest owa „stylistyczna jaźń”, o której wspomina Pan pod koniec recenzji? Chciałbym bowiem nadrobić jej brak w następnych tekstach, nawet jeżeli ona nie istnieje.
      Z poważaniem,
      Jacek Wietecki

    • Szanowny Panie Jacku,
      Miło mi zawsze, gdy moje recenzje czytają autorzy omawianych książek. Co do „stylistycznej jaźni”, to sam nie wiem, czy coś takiego istnieje – termin ten powstał w mojej wyobraźni, a oznacza – przynajmniej ja to tak rozumiem – pewną właściwość tekstu, dzięki której rozpoznajemy, że napisała go konkretna osoba. Nie wiem, czy można to wypracować – być może po prostu przychodzi z czasem, z kolejnymi powieściami, czy opowiadaniami. To być może coś, co istnieje u czytelnika, a nie samego pisarza? Jak widać, nie jest to sztywna definicja – i może niepotrzebnie pojawiło się wrażenie, że punktuję ten brak jako jakąś wadę. Naprawdę dziękuję za lekturę recenzji i już się bardzo cieszę na następne teksty!
      Ukłony,
      Krzysztof Maciejewski

Dodaj komentarz