Art of Reading

Bob Dylan!

Uwielbiam ten element zaskoczenia związany z Literacką Nagrodą Nobla – jakoś nie umiem sobie przypomnieć roku, w którym wygrałby faworyt bukmacherów. Tradycja jest taka, a nie inna – Nobel, to wyścig, w którym zawsze wygrywają czarne konie. I może stąd później jeremiady, że lauru nie otrzymał Zbigniew Herbert. Nasz poeta nie jest jedynym wielkim pisarzem, który nie zdążył cieszyć się medalem Szwedzkiej Akademii. Lista wielkich NIE-Noblistów pozostaje długa i są na niej chociażby Julio CortazarJorge Luis Borges, czy Vladimir Nabokov. Największym pechowcem był zapewne nieco już zapomniany historyk i filolog –  Ramón Menéndez Pidal, który uzbierał kilkadziesiąt nominacji między 1931 a 1964 rokiem, kiedy w końcu znużył się długim oczekiwaniem na nagrodę i zmarł…

Już sobie wyobrażam te wszystkie komentarze – w 2016 roku wygrał bowiem… Bob Dylan, czyli pieśniarz i bard. Tym, którzy chcieliby wieszczyć rychły upadek literackiego Nobla czy obniżenie jego lotów, warto przypomnieć, że ojciec literatury, niejaki Homer, także był pieśniarzem. To zresztą długa tradycja – przez prowansalską poezję miłosną, trubadurów, truwerów i minnesingerów, aż po wielkich poetów rocka.

Dylan był jednym z mistrzów mojej młodości – jego charakterystyczny głos wyśpiewywał też to, co grało w moim sercu. Czuję więc wielką radość. I tyle!

Dodaj komentarz