Bieg beznamiętny

Biegnij chłopcze biegnij Uri Orlev

stars7

Tytuł: Biegnij chłopcze, biegnij
Tłumaczenie: Magdalena Sommer
Tytuł oryginału: Lauf Junge, lauf
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: grudzień 2013
Liczba stron: 240


 

Och, zrobiłem spory błąd, łamiąc jedną ze swoich żelaznych zasad. Wybrałem się do kina na przejmujący film Pepe Danquarta Biegnij chłopcze, biegnij zanim dane mi było poznać książkę, której ten film był adaptacją. Teraz przyszło mi zrecenzować powieść Uriego Orleva i mam problem. Czy książka rzeczywiście jest tak mało poruszająca, czy jedynie słowo pisane przegrywa w starciu z siłą obrazu?

Pierwsza uwaga – i chyba dość istotna. Mamy do czynienia z książką dla dzieci. Można się zastanawiać, czy pomysł pisania dla najmłodszych o wojnie, getcie, obozach, czy wreszcie o Zagładzie nie jest pomysłem karkołomnym. Dodajmy, że izraelski pisarz urodzony w przedwojennej Warszawie jako Jerzy Orłowski – pisze z punktu widzenia dziecka, jakim sam wtedy był. Ale tu dodatkowa uwaga – Orlev wzorował się na prawdziwej historii Yorama Friedmana, któremu udało się uciec z warszawskiego getta i przeżyć w lasach oraz u dobrych ludzi.

Srulik, czyli główny bohater książki, ma osiem lat. Razem z rodzicami trafia do warszawskiego getta. Jego ojcu udaje się zbiec, a matka pewnego dnia znika, jakby za sprawą złowrogiej magii. Od tej pory chłopiec musi radzić sobie sam. Wydostaje się z getta, a jego życie zamienia się w nieustającą ucieczkę – bez celu gwarantującego bezpieczne schronienie. Przez rok ukrywa się w lesie razem z innymi młodocianymi uciekinierami, a potem rozpoczyna się jego pielgrzymka od domu do domu. Jedni Polacy go ukrywają przed Niemcami, inni wręcz przeciwnie – oddają gestapo. Chłopiec ucieka, a cały korowód rozpoczyna się od nowa.

Cała ta odyseja opisana jest zadziwiająco beznamietnym, suchym językiem. Kolejne kryjówki nie różnią się między sobą – podobnie jak bezosobowa wydaje się cała masa drugoplanowych bohaterów. Pojawiają się w życiu chłopca i znikają – a wszystko to opowiedziane w jednostajnym rytmie. Cóż, być może taka jest natura wspomnień, że zacierają się różnice, znikają w niebycie pamięci ludzkie twarze i charakterystyki. Być może również tylko z pewnego dystansu można opowiadać dzieciom tak tragiczną historię. A jednak czegoś mi w niej brakuje.

Dyżurni patrioci z pewnością odnotowali, że polscy chłopi pokazani są w świetle raczej niekorzystnym – wprawdzie nie jako ci, którzy Żydów własnoręcznie mordowali, jak w Złotych żniwach Jana Tomasza Grossa, ale jako posłuszni nazistom denuncjatorzy. Oczywiście – nie wszyscy. Nie ma w tej książce nahalnej propagandy – chociaż zapewne wspomnianym patriotom nie spodoba się, że ostatecznymi wybawicielami Srulika okazali się żołnierze sowieccy. Ale czy można dyskutować z autentyzmem historii Yorama Friedmana?

Książkę mogę polecić dzieciom i młodzieży – tym, którzy nie zaznali jeszcze koszmarów sennych związanych z takimi lekturami, jak Pożegnanie z Marią Tadeusza Borowskiego, czy Opowiadania kołymskie Warłama Szałamowa. Dorosłym natomiast radzę raczej zapoznać się z filmem.

One Response

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.