Belfast – o ludziach i murach

belfastwww

stars9

Autor: Aleksandra Łojek

Wydawca: Wydawnictwo Czarne

Data wydania: 2015

Liczba stron: 184


To będzie tekst o subiektywizmie ludzkiego postrzegania, o tym, że każde miasto ma miliony twarzy noszonych i oglądanych. Nie ma prawd absolutnych jeżeli chodzi o poznanie. Tak górnolotnie zaczynając, przejdę do wyjaśnień.

Aleksandra Łojek już we wstępie zastrzega, że Belfast. 99 ścian pokoju wcale nie jest reportażem o Belfaście. To raczej opowieść o ludziach spoza głównego nurtu zdarzeń, którzy to ludzie nie pojawiają się na okładkach kolorowych pism, a jeśli już trafią na łamy prasy, to na odległe kolumny, do działów lokalnych lub na stronę z nekrologami. Bo Belfast jawi się jako nowoczesne miasto z wyższymi uczelniami, pięknymi dzielnicami, domami kultury. Tylko że mieszkają w nim wciąż ludzie słyszący huk wybuchających bomb, albo po prostu mieszkający po złej stronie ulicy. Ludzie żyjący czasami określanymi tu mianem Troubles (Kłopoty, czyli lata 1968-1998). Niby odległą już przeszłością, ale przecież przeszłością nieumarłą, wciąż istniejącą. Takim wspomnieniem, które każe widzieć w sąsiedzie zabójcę innych sąsiadów. Nie tylko widzieć zresztą – tu w Belfaście można rozpoznać kto jest kim po adresie, a nawet po sposobie akcentowania wyrazów.

Autorka przestawia nam kilkanaście rozdziałów traktujących o zupełnie innych ludziach – są tu republikanie, są lojaliści, są nawet Polacy, którzy kupili dom w niewłaściwej dzielnicy. Czytając, miałem wrażenie nie tyle różnorodności, co chwilami wręcz braku części wspólnej opowiadanych historii, jakiegoś niedostatku, którego nie umiałem z początku nazwać. Dopiero po pewnym czasie zrozumiałem o co chodzi – tu nie ma myśli przewodniej, brakuje głównej tezy, czy choćby opowiedzenia się po którejś ze stron. Jest zatem zachowana owa mityczna reporterska niezależność i nie sposób postawić zarzutu stronniczości.

Oczywiście, zarzutów stawianych książce jest sporo, a większość wysuwa… belfaska Polonia. Ich zdaniem, książka jest przerysowana, gdyż oni mieszkają tam znacznie dłużej niż autorka, a nigdy nie zetknęli się z żadnymi pozostałościami irlandzkiego konfliktu. I tu wkracza przywołany przeze mnie subiektywizm, tu kryją się te wspomniane miliony twarzy. Można bowiem mieszkać w Belfaście i w każdym innym mieście przez wiele lat, ale nigdy nie poznać drugiej, mrocznej strony swojego miejsca zamieszkania. Wystarczy omijać określone dzielnice, wystarczy nie czytać lokalnej prasy i można się dziwić potem, że za naszymi drzwiami toczy się życie odległe od naszego.

Aleksandra Łojek jest mediatorem społecznym i zapewne widzi świat ze swojej, nieco skrzywionej perspektywy. Być może chwilami jej opisy są nazbyt dramatyczne i literackie. W trakcie lektury miałem skojarzenia z prozą Ryszarda Kapuścińskiego, którego bardzo cenię, chociaż w tym przypadku nie chodzi mi wyłącznie o komplementowanie. U wielkiego mistrza także zdarzało się, że prawda o ludziach była ważniejsza od prawdy obiektywnej, a literatura wygrywała z powinnością kronikarza. Trzeba jednak przyznać, że takie są również moje priorytety.

Post Author: Krzysztof Maciejewski

1 thought on “Belfast – o ludziach i murach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.