Art of Reading

A jednak nie czytamy…

Ostatnio tak jakoś radośnie donosiłem, że amerykańscy naukowcy dość wysoko oceniają czytelnictwo w Polsce. Pora chyba jednak wejść pod stół i odszczekać tamte słowa. Wyniki ankiet przeprowadzonych przez TNS Polska dla Biblioteki Narodowej nie zostawiają złudzeń. Spójrzmy na ten obrazek:

czytelnictwo

Ten wykres przeraża. 7 i więcej książek w ciągu roku czyta niecałe 9% Polaków. Ponad 20 milionów nie czyta wcale. I jest to niechęć dziedziczona, z mlekiem matki wyssana (jak to mówił pewien nauczyciel pisania: unikaj używania utartych frazesów jak zarazy!). Lecz – jeszcze komentując to, co dodałem w nawiasie – czy w świecie, gdzie ponad 63% ludzi nie czyta można w ogóle mówić o jakichś utartych schematach i frazesach? Słowo pisane jest terra incognita. A jeśli już czytamy, to sensację, romanse i Sienkiewicza. To najczęściej wymieniane nazwisko – ciekawe, czy mamy do czynienia ze znajomością czynną, czy tylko bierną?

Dom rodzinny, a może szkoła? Skostniały kanon lektur, który raczej zniechęca do czytania niż zaraża tym szlachetnym zajęciem. Moje dzieci czytają teraz książkę Puc, Bursztyn i goście… Pamiętam ją ze swoich szkolnych czasów, nawet przyjemnie wspominam, ale… Czytałem tę pozycję, w momencie, gdy od daty pierwszego wydania (1933) minęło lat czterdzieści parę. Dziś mamy rok 2016 i to jest przepaść – naprawdę! Kompletnie obcy świat wypełniony dziwnymi postaciami, jeszcze dziwaczniejszymi wyrażeniami. Dzieci czytają teraz Tomka Łebskiego albo powieści Rafała Kosika, na miły Bóg!

I rośnie nam w ten sposób kolejne pokolenie odmóżdżonych niewolników, którzy nie rozumieją podstawowych zwrotów, którzy będą wypełniać swoje karty do głosowania, kiedy przyjdzie ich czas.

Dodaj komentarz