Art of Reading

A imię moje 50 i 2

pilebooksNastał ten dzień, w którym skończyłem czytać pięćdziesiątą drugą książkę w tym roku. Wydarzenie to miało miejsce 23 maja.Z dotychczas przeczytanych lektur aż 7 zyskało u mnie najwyższą z możliwych notę 10+. Były to – według kolejności czytania: Przebudzenie Stephena Kinga, Nawiedzony dom Virginii Woolf, Sto dni bez słońca Wita Szostaka, Półbrat Larsa Saabye Christensena, Szczygieł Donny Tartt, Through the Language Glass: Why the World Looks Different in Other Languages Guya Deutschera oraz Ucząc psa czytać Jonathana Carrolla. Dziesięć innych książek otrzymało notę 10. Całkiem nieźle.

Postanowiłem sprawdzić w skrzętnie prowadzonych od kilku lat statystykach nieco szczegółów. Jak to było na przykład w roku ubiegłym, albo w poprzednich?

Okazuje się, że przez kilka ostatnich lat docierałem do pięćdziesiątej drugiej książki w kwietniu. W 2013 roku na przykład, było to 22 kwietnia. Ale ciekawostka – w 2011 roku osiągnąłem próg 52 pozycji także… 23 maja. Jeszcze ciekawsze jest to, że wówczas również wśród tych książek aż 7 wyróżniłem maksymalnymi ocenami. Jakie to były wtedy lektury? Ogrody Kensington Fresana, Tracę ciepło  Orbitowskiego, Nakręcana dziewczyna/Pompa numer sześć Bacigalupiego, Finch Vandermeera, Chodźmy razem (Lloyd i Reese), Wyrok Zielkego i Trojka Chapmana. Stare dzieje…

A na koniec poważniej. Śmieszą mnie strasznie tego typu zestawienia, czytelnicze wyzwania, o tym, że przeczytam floksylion książek przez pięćset milionów lekturogodzin itp. Albo próba wzrostu (mierzy się szerokość grzbietów przeczytanych książek i trzeba osiągnąć pułap własnego wzrostu, oczywiście w określonym czasie). Jako komentarz pozwalam sobie wrzucić to zdjęcie: MC5g_AW5

 

Dodaj komentarz