Art of Reading

Emigranci i uciekający pociąg

Autor: Piotr Surmaczyński

Gatunek: dramat

Wydawca: Meridian, Londyn

Data wydania: 2017

Liczba stron: 60


Zadziwiająco gorzka jest ta krótka książka zawierająca sztukę teatralną, lecz moje zadziwienie to wynik stereotypów, którym hołdujemy. Tak naprawdę bowiem, żyjąc w Polsce, wiemy o losach współczesnych polskich emigrantów bardzo niewiele. Docierają do nas migawki z obcojęzycznych stacji telewizyjnych, ukradkowe i raczej niechętne komentarze rzucane przez tych, którzy przylatują w odwiedziny, albo co gorsza, fantazje z różnych seriali, nie mające wiele wspólnego z rzeczywistością.

Główny bohater udaje się do Anglii w celach zarobkowych, poniekąd zmuszony do tego sytuacją w kraju. Zostawia tu żonę, niepokój i tęsknoty za normalnym funkcjonowaniem. To jednak nie jest szukanie mitycznego Zachodu, który spełnia wszelkie marzenia i aspiracje. Nie mówimy także o emigracji politycznej, oświetlonej nimbem męczeństwa. Ale nie jest to, jak wspomniałem wcześniej, podróż „za chlebem”. Przede wszystkim – główna postać dramatu nie stanowi podmiotu decyzyjnego. Jej poczynania dyktowane są wyłącznie przez czynniki zewnętrzne – zwykle nie zostawiające miejsce na żadne negocjacje. Chyba w tym dostrzegam jej największy tragizm.  Piotr Surmaczyński w Uciekającym pociągu dodaje emigranckim losom bez mała biblijnego charakteru. Sztuka teatralna nie stanowi opowieści o konkretnej osobie, to raczej kolaż kilku różnych doświadczeń, które wspólnie układają się we współczesny moralitet.

Umiejętnie zastosowane symbole Drogi Krzyżowej przenoszą historię o porzuconych nadziejach i rozpadających się w gruzy planach życiowych na zupełnie inny wymiar. To już nie jest obyczaj, dramat czy smutna historia. Otrzymujemy misterium, czyli tajemnicę. Dydaktyczny utwór, który przypomina nam, co powinno być najważniejsze w życiu, czego za żadną cenę nie wolno nam gubić. A przecież zatracamy się wszędzie – nie tylko na emigracji, ale także w dominującej tu i ówdzie atmosferze klęski, czy też moralnego zwycięstwa (interpretacja zależna wyłącznie od podmiotu lirycznego). Zatracamy się też w pozornych triumfach, w języku gadzinowej propagandy, w pozbawionej jakichkolwiek refleksji wierze w cuda.

Sam czuję się człowiekiem, który udał się na emigrację, ale tę wewnętrzną. Sztuka Piotra Surmaczyńskiego uderzyła mnie z dużą mocą. Czuję, że dodała mi też paradoksalnie sił, by jeszcze raz się podnieść, poprawić cierniową koronę i ruszyć za uciekającym pociągiem.

PS. Przedmowę do sztuki napisał Mateusz Kijowski. Cóż, dzięki temu przez moment przestałem kojarzyć jego postać z Himalajami żenady.

Dodaj komentarz