Art of Reading

Odezwij się, czyli mrok w wersji rodzimej

Tytuł: Odezwij się

Gatunek: sensacja

Wydawca: Prozami

Data wydania: 2017

Liczba stron: 368


Z dużą przychylnością śledzę od lat karierę pisarską Magdaleny Zimniak, przy okazji zresztą obserwując ekwilibrystykę wydawców próbujących upakować tę twórczość do marketingowych szufladek wszelakiej maści. Te próby nie zawsze chyba były udane, o czym świadczą naprawdę źle dobrane okładki. Tymczasem pisarka po prostu wyprzedziła o kilka lat bardzo popularny obecnie trend – chodzi o thrillery psychologiczne pisane przez kobiety, w których kobiety są również głównymi bohaterkami. Warto o tym pamiętać – zanim wielomilionowe nakłady osiągnęła Paula Hawkins ze swoją Dziewczyną z pociągu,  jeszcze przed Alex MarwoodCharlotte Link, mogliśmy czytać Willę czy Jezioro cierni. 

Najnowsza powieść, czyli Odezwij się, kroczy tym samym tropem. W pozornie zwyczajne życie wkracza nagle Tajemnica. Dwójka dzieci znika bez śladu, zrozpaczeni rodzice nie są w stanie się z tym pogodzić. Tyle że nagle wchodzimy głębiej, w relacje między małżonkami, między zaginionym rodzeństwem – i okazuje się, jak wiele rzeczy przyjmowanych na wiarę jest fałszem. To, co z pewnego oddalenia wygląda na obrazek szczęśliwej rodziny, skrywa w sobie nawarstwienie wzajemnych pretensji i niezaleczonych uraz. Życie, chciałoby się powiedzieć. Tyle że Magdalena Zimniak potrafi owe „życie” pokazywać jak mało kto. Autentyzm psychologiczny u tej autorki jest naprawdę wielkim atutem.

Oddzielny akapit należy się z pewnością jednej z głównych bohaterek, a jednocześnie narratorek, czyli Adzie. To, w jaki sposób zostały opisane jej zaburzenia, stanowi prawdziwy majstersztyk. Miarą wyrazistości i siły tego pisania było w pewnym sensie to, że złapałem się na uporczywym powtarzaniu niektórych domowych czynności. Słowa potrafią na nas wpływać w bardzo dziwny sposób, ale nie wszyscy jesteśmy na nie podatni…

Odnoszę wrażenie, że pisarstwo Zimniak jest w pewnym stopniu biblijne, niejako przywołujące odwieczną sprawiedliwość. Tu żadna wina nie pozostanie bez kary, nawet nasze drobne uchybienie może mieć mrożące krew w żyłach konsekwencje. I to wcale nie jest pocieszający wniosek. Ale ten motyw powraca w kolejnych powieściach pisarki niczym memento. Warto więc chyba o tym wspomnieć, choćby po to, by zrzucić iluzję bezpieczeństwa. Nie, nie jesteśmy bezpieczni. Może nas spotkać coś strasznego, co będzie tak naprawdę wyłącznie naszą winą…

Absolutnie polecam.

 

Dodaj komentarz