Art of Reading
  • Zapowiadając patronat poetycki…

    Portal Art of Reading objął swoim patronatem tomik poetycki Katarzyny Georgiou pt. Drzewa kochać potrafią, który już niebawem pojawi się na półkach w księgarniach. Tytuł bardzo głośno przywołał pewną niedawno przeczytaną książkę, czyli Sekretne życie drzew… Ale to oczywiście tylko moje własne skojarzenie. Nieco więcej na temat swojej twórczości i inspiracji mówi sama poetka w filmie, który zgodziła się udostępnić TVPM.

    Zapraszam.

  • Czy nieczytanie to wstyd?

    Drodzy czytelnicy mojego bloga… Wielu spomiędzy was… zdziwi… albo zgoła przestraszy ten post. Ale od początku.

    Do niedawna należałem do ortodoksyjnego odłamu czytelniczego, który traktował czytanie niemalże jako religię, a w każdym razie rzecz absolutnie do życia niezbędną. W tymże swoim zacietrzewieniu nierzadko wypowiadałem się ze szczytu przedziwnej wieży w wielkim pobłażaniu dla wszystkich tych, którzy nie podzielali moich dogmatów. Tak, pobłażanie to zdecydowanie eufemizm. Osobniki nie lubiące czytać były dla mnie jakąś obcą, podrzędną rasą ludzką. Wielokrotnie i na różnych forach ścierałem kopie z adwersarzami traktującymi czytelnictwo z niejakim lekceważeniem. Z entuzjazmem popierałem wszystkie akcje typu „Nie czytasz? Nie idę z tobą do łóżka” etc. Książka, czy może bardziej ogólnie – literatura, stanowiła dla mnie rzecz absolutnie nieodzowną dla kogokolwiek, kto reprezentuje sobą jakiś poziom. Byłem na tyle nieprzejednany, że wyrzuciłem z grona znajomych na Facebooku pewnego pisarza, który nie chciał przyznać mi racji.

    Niedawno jednak przeczytałem pewną książkę rzeczonego autora. Dzięki jej fragmentowi zrozumiałem, czemu tak stanowczo atakował ów pisarz moją tezę o roli książki jako nadrzędnej nad wszystkimi przejawami kultury. Bo załóżmy, że istnieją ludzie, którzy są w stanie czerpać mądrość życiową z innych źródeł – z muzyki, filmów, rozmów w nadmorskich barach czy górskich schroniskach. Czy naprawdę mam jakikolwiek powód, by traktować ich z wyższością? I teraz moja nowa teza (KABOOM!). Maniacy czytania nie są żadną elitą, oni tylko ułatwiają sobie życie. Książki to przedmioty będące wyłącznie zgrabnymi nośnikami wszelkich uczuć, przeżyć, refleksji i wkurwień. Być może – w co nadal wierzę – są one najlepszym sposobem na poznawanie świata i innych ludzi. Ale nie jest to jakaś straszliwa trudność, bo książki to zarazem łatwo przyswajalne formy. Nam, czytającym, jest łatwiej, a nie trudniej. Powiem więcej, jeżeli ktoś przeszyje świat myśli błyskiem bez owej książkowej poręczy, to wielki szacunek dla niego.

    Aby jednak pozostawić sobie samemu odrobinę tej utraconej, moralnej wyższości, przytoczę na koniec fragment wiersza Wisławy Szymborskiej Nieczytanie:

    „(…)Żyjemy dłużej,
    ale mniej dokładnie
    i krótszymi zdaniami.

    Podróżujemy szybciej, częściej, dalej,
    choć zamiast wspomnień przywozimy slajdy.(…)”.

  • Czytelnictwo, albo zanikające elity…

    Nie ma zaskoczenia, wyniki raportu „Czytelnictwo 2016” przygotowanego przez Bibliotekę Narodową, są porażające. Aż 63% Polaków nie przeczytało w ubiegłym roku ani jednej książki. Zresztą określenie „przeczytało” jest lekko na wyrost. Tak naprawdę 63% naszych rodaków nawet nie przejrzało, ani nie przekartkowało żadnej książki w ubiegłym roku. Szczególnie tragicznie rysują się wyniki badań czytelnictwa w gronie kadry zarządzającej i specjalistów. To w końcu elita, jakby nie było. Tymczasem, o ile w roku 2002 lekturę przynajmniej jednej książki w ciągu roku wśród przedstawicieli kadr kierowniczych i specjalistów deklarowało aż 97% badanych, dziś – nieco ponad połowa (56%). To spadek o 42%. Czytanie, z praktyki powszechnej w tej grupie, stało się praktyką ledwie częstą.

    No i mój ulubiony wskaźnik, czyli czytelnicy intensywni. To już prawdziwa świątynia intelektualizmu – chodzi bowiem o osoby, które przeczytały w ciągu roku co najmniej siedem książek. Jest ich zaledwie 10%. Jeszcze na początku XXI wieku tak pokaźną liczbę lektur deklarował co czwarty badany. I jeszcze jeden kamyczek do ogródka – malejące księgozbiory domowe. Coraz rzadziej regały z książkami bywają elementem wystroju polskich mieszkań. Z danych BN wynika, że powyżej 500 książek ma w domu… zaledwie 2% badanych. Powyżej 100 książek – tylko 14%. Tak, 86% Polaków nie ma w domu nawet 100 książek… A 22% nie ma ini jednej…

    A może jednak te badania są wielkim przekłamaniem? Statystyka to w końcu kłamstwo wyższego rzędu. W jaki sposób przeprowadzono badanie? Zrealizowano na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie 3149 respondentów w wieku co najmniej 15 lat dobranej metodą random route. Wywiady przeprowadzono w domach respondentów. Może w tym jest rzeczy sedno? Metoda określonej ścieżki polega na tym, że ankieter otrzymuje losowo wybrany adres, po czym przeprowadza  kolejne wywiady rozpoczynając od punktu startowego z pominięciem co drugiego, czy też co trzeciego adresu. Problem w tym, że dana osoba musi być w domu. Może więc ta domniemana czytająca większość po prostu nie siedzi w mieszkaniu, tylko jeździ pociągami, autobusami, tramwajami, metrem i w tym czasie… czyta?

    A zupełnie poważnie? Nie martwią mnie wcale te wyniki. Dlaczego? Spróbuję odpowiedzieć w kolejnym wpisie.