Art of Reading
  • Impuls, czyli wieczna wojna

    Autor: Tomasz Duszyński

    Gatunek: SF

    Wydawca: SQN

    Data wydania: 2017

    Liczba stron: 368


    Kynolodzy to zapewne potwierdzą, chociaż to tylko potoczne mniemanie, że mieszańce są najzdrowszymi statystycznie psami. Sztucznie wytworzone rasy z czasem się degenerują, stając się podatne na zachorowania, bo pożądane przez hodowców cechy siłą rzeczy zaburzają właściwy rozwój. Trochę podobnie jest z literaturą gatunkową, gdzie klasyczne kryminały, thrillery, powieści fantastycznonaukowe i fantasy wypaliły się, więc autorzy zaczęli poszukiwać satysfakcjonujących miksów. Co ciekawe, dotyczy to również pisarzy głównego nurtu, co wszakże nie dziwi, bo nie od dziś wiadomo, że arystokracja degeneruje się najszybciej. Potrzebny jest tylko… impuls.

    Chwaląc więc inwencję „literackich kundelków”, przejdę od razu do książki Tomasza Duszyńskiego Impuls. Spełnia ona znakomicie postulat wielorasowości – mamy tu bowiem steampunk, klasyczną historię alternatywną, fantastykę wojenną, opowieść szpiegowską, a momentami nawet spirytystyczną. Akcja toczy się w równoległym wszechświecie, w którym Józef Piłsudski, dzięki kontaktom spirytystycznym postanowił zmienić historię Polski. W efekcie nie dochodzi po wojnie z bolszewikami do pokoju ryskiego, więc konflikt trwa nadal, a nawet eskaluje, gdy zachodnie granice Polski w 1921 roku atakują Niemcy. W tej wersji historii triumfy święci ponowna epoka pary. Niebo zapełniają gigantyczne sterowce, a na frontach wykorzystuje się napędzane maszynami parowymi czołgi. Pewien polski wynalazca pracuje nad projektem Golema, czyli bojowego egzoszkieletu…

    I mamy 1932 rok – walki na obu frontach toczą się nadal. Jednocześnie jesteśmy świadkami wyścigu zbrojeń i potyczki wywiadów. Szansą na ratunek wykrwawiającej się Polski są Stany Zjednoczone pracujące nad tajemniczą bombą. Tymczasem Niemcy wykradli plany Golea i próbują dokończyć zarzucone przez Polaków eksperymenty. Jednak o sile tej książki nie świadczy wyłącznie pomysłowość autora, lecz być może przede wszystkim siła pisarskiej sugestii. Postacie fikcyjne współistnieją z tymi historycznymi. Ba! Sam świat przedstawiony stanowiąc zniekształconą wersję międzywojennej Polski i Europy, nosi w sobie atmosferę tamtych lat. Oficerowie brylują w Hotelu Bristol i znanych przybytkach. Aktorzy występują na deskach naprawdę istniejących teatrów, a Józef Piłsudski ze swoimi skłonnościami do mistyki, kabały i kart jest wielce udanym sobowtórem realnego Naczelnika Państwa.

    Można jednak odczuć pewien niedosyt. Zakończenie jest trochę wysilone, a tempo utworu zwalnia momentami do usypiającego rytmu, by później znienacka przyspieszyć. Być może ten świat wymaga jeszcze jednej wizyty, by opowiedzieć go do końca.

  • „Śniące ściany” – JUŻ!

    Moi drodzy, znów na blogu zapanuje prywata… Ale jak mogłoby być inaczej, skoro po tylu latach pojawiają się „Śniące ściany” – mój długodystansowy debiut prozatorski.

    Tak. Zaczyna się! Poniżej znajdziecie link do aukcji, na której rozpoczęła się właśnie przedsprzedaż mojej powieści!
    Tylko 23 zł z przesyłką za polecony ekonomiczny! A priorytet niewiele drożej! Oczywiście zachęcam.

     

     

    http://allegro.pl/krzysztof-maciejewski-sniace-sciany-powie…

     

  • Indeks szczęścia Juniper Lemon, czyli YA z przesłaniem

    Autor: Julie Israel

    Gatunek: młodzieżowa

    Wydawca: IUVI

    Data wydania: 5 lipca 2017

    Liczba stron: 376


    Moja dorosła przygoda z książkami przeznaczonymi dla segmentu YA (jakże lubię ten newspeak!) rozpoczęła się od książek o wampirach. Nie był to udany początek, muszę przyznać. Dopiero poznanie powieści Johna Greena zmieniło moje nastawienie. Powieść Julie Israel zatytułowana Indeks szczęścia Juniper Lemon wpisuje się w ten sam schemat – ambitnej prozy, która spełnia funkcje edukacyjne, ale bez swoistej autorytatywnej indoktrynacji, jaka zwykle kojarzy się z edukowaniem młodzieży.

    Minęło sześćdziesiąt pięć dni od wypadku, który na zawsze odmienił życie tytułowej bohaterki. W tym wypadku zginęła bowiem jej ukochana starsza siostra, Camilla. Pewnego dnia Juniper odkrywa list siostry napisany w dniu wypadku. Adresatem jest tajemniczy „Ty”, z którym Camilla właśnie w liście zrywała. Tylko że nikt (nawet Juniper)  nie ma pojęcia, kim mógłby być ten osobnik. Juniper zdaje sobie sprawę, że nie wie również kim tak naprawdę była Cam. Postanawia się tego dowiedzieć i dostarczyć list adresatowi. Ale sprawy się komplikują, gdy nasza bohaterka gubi pewną fiszkę – jedną z wielu, na których codziennie notuje swój prywatny poziom szczęścia. Ale na tej kartce jest pewna tajemnica, które nikt nie może poznać…

    Ta książka odpowiada na bardzo ważne pytania – jednym z nich jest odwieczny dylemat, czym tak naprawdę jest szczęście? Czy można dążyć do niego za wszelką cenę i czy wolno nam obdarzać nim innych bez żadnych konsekwencji? Ale oprócz tego to naprawdę poruszająca opowieść o radzeniu sobie ze stratą i o przyjaźni. Co więcej, mimo że skierowana do młodego czytelnika, doskonale sprawdza się również jako lektura dla dorosłych. Zarówno tych, którzy pragną dowiedzieć się, jak właściwie funkcjonuje umysł nastolatka, jak i tych, którzy po prostu pragną znów poczuć się, jakby mieli kilkanaście lat.

    Nie czytałem nigdy książki, w której depresja opisana byłaby w taki sposób. Bez ciemności, czarnych psów, psychotropów, ale przecież równie prawdziwie. Naprawdę nie wiem, jaka jest największa zaleta Indeksu szczęścia Juniper Lemon. Bez wątpienia jednak powieść ma wiele atutów.